100 lecie Bauhausu

W Chorzowie znajduje się szkoła, której dziwaczne wyposażenie, przedwojenne, zachowane, od lat i nietknięte, to gotowy plan filmowy. To Liceum Słowackiego, legendarny Słowak. Na przykład w pracowni biologicznej dębowe szafy w stylu art deco do dziś kryją przekrojone na pół szczury i różne stworzonka w słojach, trochę straszne, wypatroszone zwierzaki, które przetrwały wojnę i rozbudziły w wielu uczniach zainteresowanie biologią: zostali potem świetnymi lekarzami. Są tam oryginalny ausgusy, czyli po śląsku zlewy, przedwojenne kontakty. Wszystko to wygląda jak z filmu o eleganckiej angielskiej boarding school. Kiedyś przez wszystkie kondygnacje długich schodów biegł pręt, rura, na której były elementy oświetlenia, niestety nie zachował się do naszych czasów. Nie do  uwierzenia…

Liceum Słowackiego zostało zaprojektowane przez architektów Bauhausu w 1932 roku i do dziś, w duchu tego artystycznego prądu, to buntownicza, oryginalna, marzycielska, kwestionująca stereotypy i indywidualistyczna szkoła. Uczył się tam na przykład znany aktor młodego pokolenia Bartosz Gellner.  Czuć, że i uczniowie i nauczyciele, mimo że to szkoła, chyba lubią to miejsce, i że się je potem wspomina. Szkoła ma kawiarenkę literacką z prawdziwego zdarzenia, ze starą maszyną do pisania, plakatami filmów i sztuk teatralnych.

Wszystko jest wygodne i podzielone tak jak trzeba – szatnie są na dole, przed nami dyrekcja i pracownie przedmiotowe, fizyczna, chemiczna, tak znakomicie wyposażone, że korzystał z nich nawet Uniwersytet Śląski.

Sala fizyczna była salą amfiteatralną, miała nowoczesny gabinet pomocy naukowych i ruchomą tablicę, która podniesiona ukazywała szybę, za którą można było obserwować fizyka lub chemika wykonującego eksperymenty. W latach trzydziestych było to niepospolite. Absolwenci Słowaka byli tak wyszkoleni, że mogli potem z powodzeniem podrywać dziewczyny objaśniając im na randkach niebo, opowiadając o gwiazdach i planetach. W gabinecie dyrektora czujemy jakbyśmy przenieśli się w czasie- piękne, dębowe, majestatyczne, autentyczne meble i tak popularne na śląsku egzotyczne kaktusy, kolorowe ściany tworzą przyjazny, wesoły, wcale nie nadęty nastrój. Fantastyczny zestaw przedwojennych żyrandoli, ciąg szafek nauczycielskich i historycznych krzeseł zachował się w pokoju nauczycielskim. Słowak miał też największą na całym Górnym Śląsku salę gimnastyczną, która miała też kilka dodatkowych funkcji- była salą teatralną z rampą i reflektorami. W szkole panował sportowy duch, inspirowany chyba pobliskim Ruchem Chorzów, drużyną wesołych chłopaków z Królewskiej Huty, którzy, by zarobić pieniądze i móc wyjeżdżać na mecze, w latach dwudziestych, grywali w sztukach teatralnych. Młodzi ludzie mają w sobie taką radość, jaką musiał mieć Pan Bóg, kiedy stwarzał świat. Duch miejsca, duch liceum Słowackiego w Chorzowie to właśnie duch radości i młodości, pasji poznawczej. Na korytarzach wiszą tableau ze zdjęciami nauczycieli i uczniów – niektórzy z nich już umarli- i wiersz, że kiedyś może spotkamy się znowu w jednej ławce, przy jednym stole. Z jednego z tych tableau uśmiecha się do mnie moja mama. W 60 roku, w jasnym hallu wyłożonym kafelkami w energetycznym pomarańczowym, kolorze charakterystycznym dla Bauhausu, mama dowiedziała się, że dostała się do wymarzonej szkoły, mimo że była córką więźnia politycznego.

 

 

Tagi związane z artykułem
, , ,
Napisane przez
Więcej od Grażyna Wojaczek

„Boska kobieta w cudownym planie Stwórcy” Kirsten Clark i Bethany Baird

Kim jestem? Czego pragnę? Odpowiedzi na te pytania czynią dziewczyny najbardziej pociągającymi...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *