Klasztor? Nigdy w życiu!

Gdyby ktoś zapytał Cię, czy myśląc o swojej przyszłości, bierzesz pod uwagę klasztor, życie zakonne, to co byś odpowiedziała? Być może właśnie to: NIGDY W ŻYCIU! Jeśli by zapytać dziewczyn w gimnazjum, liceum itd., czy zastanawiały się kiedyś na poważnie nad zakonem, to pewnie niektóre popukałyby się w czoło, a inne zrobiłyby wielkie oczy (co miałoby oznaczać: Co to za pytanie w ogóle? W dzisiejszych czasach?!). Może niektóre przyznałyby, że taka myśl przemknęła im kiedyś przez głowę, ale raczej zdecydowana większość odpowiedziałaby: NIE!

Dlaczego?

Prawdopodobnie niewiele nastolatek i studentek bierze pod uwagę w swoich planach na przyszłość życie zakonne. Dlaczego? Pewnie z tego powodu, że chcą spotkać MIŁOŚĆ swojego życia, założyć rodzinę, mieć męża i dzieci. To jest zupełnie naturalne i głęboko zapisane w nas – kobietach. Każda nosi w sobie głębokie pragnienie i zdolność do bliskich relacji. Potrzebujemy ich, tęsknimy za nimi, nie wyobrażamy sobie bez nich życia. Wiele razy w wyobraźni marzymy o „tym jedynym”, o wielkiej miłości, o bliskości z ukochaną osobą. Tak właśnie stworzył nas Pan Bóg. I to jest piękne!

Czy Pan Bóg się pomylił?

Skoro jesteśmy stworzone/Bóg stworzył nas do bliskich relacji, budowania związków, życia z innymi i dla innych, to skąd w ogóle pomysł na życie zakonne, w odcięciu od świata i związaną z tym rezygnację z założenia rodziny? Skąd się wzięło ok. 950 tysięcy osób konsekrowanych na całym świecie, z czego ponad 20 tysięcy sióstr zakonnych w Polsce? Czy Pan Bóg się pomylił? Czy też te tysiące młodych dziewczyn, które postanowiły oddać swoje życie Bogu, zdecydowały się na to, bo nie znalazły męża albo nie wiedziały, co zrobić ze swoim życiem?

A może to zawód miłosny?

Nieraz zdarzyło mi się usłyszeć takie właśnie słowa: „Zobacz, taka młoda i zmarnowała sobie życie, idąc do klasztoru!” albo: „To pewnie zawód miłosny…” Uśmiechałam się tylko, słysząc te opinie i myślałam po cichu, że mówią tak, bo nie rozumieją, bo nie znają SEKRETU mojego serca… Ale zanim ja sama odkryłam ten sekret, byłam zwyczajną nastolatką i gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że zostanę siostrą zakonną, to pewnie śmiałabym się w głos! ☺ I wcale nie dlatego, że JEZUS nie był dla mnie Kimś ważnym i że uważałam życie zakonne za coś dziwnego. Od dziecka spotykałam siostry zakonne i niektóre z nich bardzo lubiłam, więc taki sposób życia nie był dla mnie czymś obcym. Po prostu marzyłam zawsze o tym, żeby mieć męża i dużo dzieci.

Kto ma lepszy plan?

Kiedy byłam studentką, pojechaliśmy ze znajomymi do Medjugorie na Festiwal Młodych. I to właśnie tam nagle pojawiło się we mnie pytanie: czy to, co robię w moim życiu, jest tym, czego chce dla mnie Pan Bóg? Wydawało mi się, że tak – no bo dlaczego miałby nie chcieć różnych fajnych i dobrych rzeczy, którymi wtedy się zajmowałam? A jednak… nie mogłam na to pytanie odpowiedzieć: tak – bo nie pytałam Boga o to, czy moje plany i pragnienia są zgodne z Jego planem. I wtedy nadszedł moment decyzji – wcale nie tej, żeby wstąpić do klasztoru (miałam wtedy chłopaka i nawet by mi to do głowy nie przyszło) – decyzji, żeby oddać swoje życie JEZUSOWI i pozwolić Mu działać. Powiedziałam Mu: JEZU, UFAM TOBIE! Niech będzie w moim życiu tak, jak chcesz Ty! I to była najlepsza z możliwych decyzji!

Kochasz mnie?

Po jakimś czasie uświadomiłam sobie ze zdumieniem, że taka ludzka miłość (o której każda z nas romantycznie marzy…) jest za mała, żeby wypełnić moje serce, że jest we mnie pragnienie czegoś więcej! To był też moment mojego doświadczenia Bożej miłości – takiej wyłącznej, bardzo osobistej. Po ludzku moglibyśmy może nazwać to „oświadczynami”, zaproszeniem do relacji jedynej, intymnej, takiej, która nie zawiedzie. Nigdy nie zapomnę tamtej chwili! Od tamtej pory zaczęłam coraz bardziej odkrywać JEZUSA jako Osobę prawdziwie i bardzo konkretnie obecną w moim życiu, Kogoś, kto mnie kocha tak, że bardziej już się nie da!

Serio?

Gdy ktoś pyta mnie dzisiaj, dlaczego jestem siostrą zakonną (już od 15 lat), to nie mam innej odpowiedzi, jak tylko tę jedną – Z MIŁOŚCI! I nie jest to abstrakcyjna miłość do Boga, który jest gdzieś tam daleko w niebie i kocha wszystkich ludzi. To jest relacja jedyna i niepowtarzalna i tak bliska, że z żadnym człowiekiem nie można być tak blisko… I to jest sekret mojego serca i mojego powołania – JEZUS, który mieszka w mym sercu, który jest prawdziwie obecny w każdej chwili mojego dnia i nocy. Moje marzenia o odnalezieniu MIŁOŚCI swojego życia spełniły się!

Tagi związane z artykułem
, , ,
Więcej od s. Emanuela Gemza ZMBM

Spełnienia marzeń

Kiedy ktoś obchodzi urodziny, często życzymy mu spełnienia marzeń. Pewnie dlatego, że sami...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.