Lekkość motyla

Kiedy byłam małą dziewczynką, chciałam zostać nauczycielką albo tancerką. Kiedy podrosłam, postawiłam na naukę i akademickie sukcesy, choć taniec wciąż pochłaniał wiele z moich godzin na odpoczynek. Chciałam zmieniać świat, pracując z ludźmi, a jednocześnie nie umiałam zrezygnować z robienia czegoś pięknego, co wypływa tylko ze mnie, ale porusza, a może nawet przemienia, innych ludzi.

Moje kilkuletnie córki z oddaniem ćwiczyły balet. Kiedy podrosły, jedna zapragnęła polecieć w kosmos, druga z rozmarzeniem opowiadała, jakby to było, gdyby sprzątała o świcie ulice, a potem przez okno obserwowała ludzi idących pozamiatanymi przez nią chodnikami… Znów pragnienie piękna splotło się z dokonywaniem wielkich rzeczy z ludźmi i dla ludzi.

Z badań przeprowadzonych na początku tego roku wynika, że blisko połowa polskich dziewcząt pragnie zostać youtuberkami i influencerkami. Nieznacznie mniej planuje pracę jako grafik komputerowy lub projektant stron internetowych. I choć loża dorosłych załamała ręce, że to już nie kosmonauta, lekarz ani nawet sportowiec nie jest ideałem, tylko popularność w sieci, to co do zasady trudno się dziewczętom dziwić. Wszak i ja w tej chwili nie piszę już do Was na łamach oldschoolowej „Filipinki” czy „Świata Młodych”, ale na portalu internetowym. Jesteście gdzie indziej, inaczej wygląda Wasz świat, z innych elementów go komponujecie. Zmieniła się przestrzeń, zmieniło się tempo, zmieniły się formy kontaktu. A mimo to dziewczętom wciąż niezmiennie towarzyszy pragnienie dokonywania wielkich rzeczy z ludźmi i dla ludzi, dzielenia się sobą. I pragnienie piękna – świata, ludzi, swojego własnego.

Chcemy zmieniać świat na lepsze.

Każda z nas – mała czy duża – nosi w sercu przekonanie, że może uczynić go jeszcze lepszym, piękniejszym, bardziej szczęśliwym. Że tylko to się liczy. Mamy tę moc ;). To wewnętrzne wezwanie – niezależnie, czy myślę o małej dziewczynce, czy o młodej kobiecie, o sobie, o moich córkach czy o Was – niezmiennie przypomina mi… chodzenie po linie. Jest tak samo imponująco piękne, trudne, ryzykowne i tak samo bywa niebezpieczne. Podejmując życiowe wyzwanie, często stawiamy na szali wszystko, całą siebie. W takich warunkach sukces wymaga nie tylko talentu, powołania – tego tak ważnego poczucia, że mogę, że jestem do czegoś stworzona – ale również długiej i wytrwałej pracy. Zanim stopy pewnie i lekko dotkną stalowej liny gdzieś wysoko nad ludzkimi głowami, trzeba długo, „z ziemi”, poszukiwać doskonałej precyzji, opanowania, siły mięśni i ducha. Najpierw „na sucho”, potem na szerokiej taśmie, ledwie parę centymetrów nad ziemią. Kandydaci na linoskoczków – gdzieś między drzewami w wysokiej trawie w parku – szukają dobrze rozumianej rutyny, która sprawia, że wysoko w koronach drzew o wielu istotnych rzeczach nie trzeba już myśleć ani ich kontrolować, bo „same się dzieją”. Dopiero wówczas, gdy doskonałość staje się niemal rutyną, człowiek osiąga tę zachwycającą lekkość motyla, nie będąc zagrożeniem dla samego siebie.

Aby marzenie dokonywania w życiu rzeczy wielkich i pięknych nie skończyło się upadkiem z wysoka, warto je poprzedzić drobiazgowym przygotowaniem i uczciwym treningiem. Wszystkich chętnych do sukcesu zapraszam na start. Będę wspólnie z Wami, krok po kroku, przyglądać się kolejnym ważnym, a często niedocenianym umiejętnościom.

Tagi związane z artykułem
, , , , ,
Napisane przez
Więcej od Kinga Wenklar

Szacunek dla obaw

Czasem nie wystarczy się zatrzymać. Bywa, że trzeba się cofnąć. Zdaję sobie sprawę, że to mało...
Czytaj więcej

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.