Między „Serviam” a „Do what you want”

Ostatnio na zakupach przeglądałam koszulki. Na wielu z nich widniały nadruki z modnymi hasłami głoszącymi, że nasze życie to nasze zasady, że to my mamy się ze sobą dobrze czuć, nie inni. Obrazki z podobnymi tekstami możemy zauważyć w internecie lub usłyszeć takie rady na Youtube. Powiedziałabym wręcz, że zaczęła się rozszerzać filozofia „love yourself”. Oczywiście to ważne, aby kochać siebie, bo bez tego nie da się pokochać innych (w Przykazaniu Miłości czytamy: „…a bliźniego swego, jak SIEBIE samego”). Jednak czy taka miłość do siebie oznacza, że możemy, tak jak radzą w mediach, stawiać swoje potrzeby na pierwszym miejscu? Z drugiej strony słyszymy przecież, by poświęcać się dla dobra innych. Gdzie zatem jest ta granica między służeniem bliźniemu a tym, by nie dać się wykorzystywać?

Gdzie leży granica?

Myślę, że w tej kwestii nie da się postawić konkretnej granicy. Nie można ustalić jednego schematu postępowania. Wszystko zależy od danej sytuacji i każdą z nich powinniśmy rozpatrywać oddzielnie. Kiedy na przykład po intensywnym dniu czujemy się bardzo wyczerpani i marzymy tylko o tym, by zaszyć się w swoim pokoju z książką lub filmem, a siostra prosi nas, byśmy pomogli jej w wyborze sukienki na zakupach, trzeba zadać sobie kilka pytań. Po pierwsze: czy można pójść na kompromis? Czy da się załatwić to w innym terminie lub ustalić, że wejdzie się np. tylko do dwóch najbliższych sklepów? Jeśli znalezienie złotego środka zdaje się niemożliwe, warto wziąć pod uwagę inne kwestie. Czy siostra może iść na zakupy z kimś innym? Czy wcześniej jej to obiecywaliśmy? Kiedy ostatnio spędziliśmy z nią czas? Czy nasze kolejne dni są tak zapełnione planami, że nie możemy obejrzeć filmu lub poczytać kiedy indziej? Czy ostatnio nie spędziliśmy wystarczająco wielu chwil na swoich zajęciach?

Być na siłach

Jeśli zdecydujemy się pójść z siostrą i ciągle będziemy tylko narzekać, że nie dajemy rady i że w tym tygodniu nie mieliśmy ani kilkunastu minut na swoje sprawy czy odpoczynek, takie rozwiązanie, choć teoretycznie życzliwsze, nie ma sensu. Nie uszczęśliwimy w ten sposób bliskiej osoby naszym poświęceniem. Dlatego trzeba się dobrze zastanowić, czy czujemy się na siłach by pomóc i jak już to postanawiamy, to nie użalać się nad sobą, jakby był to przykry obowiązek spełniony z reguły „bo przecież trzeba służyć innym”.

Należy kochać siebie.

Dbać o siebie i się troszczyć. Wtedy będziemy potrafili miłować bliźnich. Jeśli nie dajemy sobie chwili wytchnienia, inni też przez to cierpią, co pokazuje przykład z narzekaniem przy pomaganiu siostrze w zakupach. Gdy sprawiamy sobie drobne przyjemności, czujemy się lepiej i jesteśmy też milsi dla innych. Dlatego warto dobrze traktować siebie. Jednak trzeba uważać, aby nie doprowadzić do stanu, w którym skupiamy się tylko i wyłącznie na sobie i swoich potrzebach. Ważne jest, by pamiętać o całym Przykazaniu Miłości, a nie tylko o drugiej części, a zatem kochać bliźniego. Nie ma żadnej reguły, że „zawsze mamy robić to, na co my mamy ochotę, bo to nasze życie” ani że „trzeba poświęcać cały swój czas na pomoc bliźnim”. Nie da się też ustalić jasnej granicy między służeniem a niedawaniem się wykorzystywać. Wszystko zależy od wielu czynników danej sytuacji, a decyzję najlepiej podjąć, pamiętając o całym Przykazaniu Miłości.

 

 

Tagi związane z artykułem
, , , ,
Napisane przez
Więcej od Martyna Zakrzewska

Między „Serviam” a „Do what you want”

Ostatnio na zakupach przeglądałam koszulki. Na wielu z nich widniały nadruki z...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *