„Moulin Rouge” – recenzja książki

W naszej miejscowej bibliotece od niedawna działa pewna ciekawa akcja. Otóż, jest w niej wydzielona specjalna półka, na którą można przynosić własne, nieczytane już książki i wymienić na te przyniesione przez innych. Sama miałam mnóstwo pozycji, które przeczytałam, ale do których nie zamierzam już wracać. Kiedy więc tylko dowiedziałam się o tym pomyśle, spakowałam je wszystkie i przyniosłam w kartonie do biblioteki. W zamian za to znalazłam mnóstwo perełek, między innymi „Moulin Rouge” Pierre La Murre’a. Muszę przyznać, że zainteresowała mnie ona swoją kolorową okładką. Niby mówi się, że nie powinniśmy oceniać książki po okładce – ale jaka to przyjemność czytać coś, co także ładnie wygląda!

Życie Lautreca

Z krótkiej recenzji z tyłu książki dowiedziałam się, że jest to zbeletryzowana biografia malarza Henri de Toulouse-Lautreca. Znałam kilka jego dzieł, ale o jego życiu nie wiedziałam nic. Z zaciekawieniem więc weszłam w jego świat (po przeczytaniu jednej strony nie umiałam się już oderwać). Z uwagą śledziłam jego sielskie, pełne miłości dzieciństwo, niespodziewany wypadek, kilka lat zupełnie wyciętych z życia i początki kariery malarskiej. Choć nie o dokładny opis twórczości tu chodzi. Jest to przede wszystkim wzruszająca do łez historia o człowieku bardzo samotnym, uzależnionym od miłości i nieumiejącym bez niej żyć. Do końca życia miał nadzieję na głębokie uczucie, którego jednak nigdy nie doświadczył.

Urzekający klimat Montmartu

Mnie książka najbardziej urzekła opisami artystycznej dzielnicy Montmartru, tamtejszych ulic, kawiarni i ludzi. Przez doskonale zbudowany klimat mogłam na pewien czas naprawdę tam zamieszkać. Zawsze bardzo interesowała mnie dawna cyganeria artystyczna, a teraz miałam okazję poznać bliżej jej członków i wejść w ten świat, gdyż oprócz Lautreca przez książkę przewijają się inne znane osobistości tamtego czasu: Van Gogh, Degas, Cezanne… Wszyscy oni na początku swojej kariery nie byli doceniani: ich dzieła były zbyt nowatorskie, by profesorowie, przekazujący swoim uczniom odwieczne, skostniałe reguły, mogli je zrozumieć. W tamtych czasach nazwanie kogoś „impresjonistą” było odbierane jako obelga, a oni przecież byli impresjonistami.

Jak malował Lautrec i jak był odbierany

Obrazy Lautreca mogą wydawać się brzydkie i brutalne – ale one są po prostu prawdziwe. Lautrec praktycznie całe życie obracał się w półświatku. Malował to, co widział, bez żadnego upiększania. I zapewne dlatego w swoich czasach budził zgorszenie.

Jego pierwszym wielkim sukcesem było zaprojektowanie plakatu dla słynnego lokalu „Moulin Rouge”. Wisiał on na każdym słupie w Paryżu i oburzone matki zabraniały wychodzić swoim córkom na ulicę! Po pewnym czasie jednak ludzie przywykli do jego kontrowersji, a nawet zaczęli się nimi zachwycać. Pod koniec życia Lautreca jego dzieła zawisły w Luwrze. On jednak nie umiał się tym cieszyć – jego życie osobiste do końca pozostało bardzo nieszczęśliwe.

Polecam książkę bardzo serdecznie osobom chcącym zgłębić biografię Henri de Toulouse Lautreca, ale nie tylko im. Jest ona napisana w formie bardzo przystępnej powieści, myślę więc, że zainteresuje każdego, nie tylko miłośnika sztuki.

Więcej od Magdalena Głażewska

Prosto w oczy

Przed chwilą wyszła ode mnie znajoma. Rozmawiałyśmy dwie godziny – choć może...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *