Niedoceniani artyści

Jakiś czas temu moja Mama zachorowała. Nie będę rozwodzić się nad jej chorobą, dość powiedzieć, że przeleżała w szpitalnej sali praktycznie całą zimę. Pewnego wyjątkowo mroźnego, styczniowego popołudnia, idąc na przystanek tramwajowy, przypomniałam sobie o maleńkiej osiedlowej kwiaciarni. Zboczyłam delikatnie z drogi i z powitalnym „Dzień dobry!” na ustach, po raz kolejny zachwyciłam się tym miejscem. Po krótkiej rozmowie z dobrze mi znaną Panią Martą (warto tu zwrócić uwagę, że  jest to jedyna w okolicy osiedlowa kwiaciarnia. Zważywszy na to, a także na moją bezgraniczną miłość do wszelakich kwiatów oraz  często nieumiejętne planowanie wydatków, same możecie się domyślić, jak dobrze znamy się z Panią Martą), wybrałam trzy gałązki margerytek, którym nie potrafię się oprzeć. Lecz to dopiero była uwertura do późniejszej symfonii! Z tych trzech gałązek Pani Marta, w cichości swojej maleńkiej kwiaciarni, stworzyła prawdziwe arcydzieło – wiązankę tak piękną, pełną otuchy, przewiązaną jej dobrymi intencjami i zachwytem prostotą.

Artyści dnia codziennego

Po tym doświadczeniu zaczęłam baczniej obserwować i szukać kolejnych artystów dnia codziennego. A ilu ich znalazłam! Motorniczy tramwaju, pełen pasji i zaangażowania prowadzący pasażerów do celu; Pani z warzywniaka, z dziecięcą radością układająca kolorowe warzywa; wreszcie cicha Pani z księgarni, pełna ciepła podsuwająca kolejną powieść z moim ukochanym Poirotem w roli głównej.
Można by się sprzeczać, czy można nazwać ich niedocenianymi, skoro na tym właśnie zarabiają. Albo czy można nazwać ich artystami, skoro wykonują po prostu swoją pracę. Myślę, że chodzi przede wszystkim o zmianę perspektywy. Każdy dzień budują i upiększają nam tacy artyści codzienności. A my? Często nie tylko ich nie doceniamy, w żaden sposób nie podziękujemy, ba! Jeszcze wylejemy na nich własne frustracje. A tak naprawdę wystarczy zmienić sposób patrzenia, aby nauczyć się zachwycać prostotą dnia codziennego.
A Mamie kwiaty również się spodobały. I to właśnie do Pani Marty zaglądnęła zaraz po powrocie.

Tagi związane z artykułem
, , , ,
Napisane przez
Więcej od Alicja Kędzior

O 180 stopni

Nigdy nie lubiłam deszczu. Nic mnie tak nie denerwowało jak mokre ubranie,...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *