O poszukiwaniu inspiracji i byciu sobą

pixabay.com

Tylko koń się rodzi, człowiek się staje – rzekł Ficino, włoski filozof renesansu. Odkrywaniem, poszukiwaniem siebie, stawaniem się sobą, ludzkość zaabsorbowana jest od samego początku istnienia. Nie trzeba jednak znać filozofii, żeby czuć, że tzw. „bycie sobą” jest nie lada wyzwaniem. Z jednej strony każdy odczuwa swoją wyjątkowość, niepowtarzalność, a z drugiej – nie umiemy tego uchwycić, wyrazić, określić. W rezultacie – często zastanawiamy się, czy jesteśmy sobą w wystarczający sposób? Czy to, kim jestem teraz, to ja, czy tylko wyobrażenie – moje albo innych o mnie samej? Czy idę swoją drogą, czy może w testowaniu wszystkich, napływających różnymi kanałami propozycji, zgubiłam poczucie siebie? Jak rozpoznać, czy to ja prawdziwa, czy tylko pomysł na mnie, który mi się podoba?

Zapewniam Was – już człowiek w okresie paleolitu, żyjący jeszcze w jaskiniach, szukał
siebie. Przyglądał się sobie, nieustannie szukając wyrazu dla tego, co w nim żyło.
Wyprowadzał to na światło dzienne, tworząc. Koraliki, bransoletki z rzemieni, odzież, proste
narzędzia, ale przede wszystkim rysunki, malowidła naskalne. Przez swoje zaangażowanie, działanie, tworzenie – „wyprowadzali” na światło dzienne to, co pozostawało niezrozumiałe w ukryciu własnego serca czy umysłu. I choć zmieniły się narzędzia, style i mody, tworzenie jest najlepszym sposobem, by przyjrzeć się sobie.

Kim jestem, najłatwiej i najtrafniej rozpoznać, działając – po owocach! Nie oznacza
to, że trzeba być od razu artystą, malarzem czy poetą. Ktoś, kto organizuje wydarzenia,
tworzy grupy, zawiązuje przyjaźnie, wnosi interesujące tematy albo punkty widzenia, też
działa i może przyglądać się sobie w efektach swej pracy – na przykład w oczach swoich
przyjaciół, uczniów, podopiecznych. „Rób to, co kochasz…”, zachęcał św. Augustyn. Ja bym
podkreśliła, że najważniejsze, by na drodze poznania siebie zacząć od działania – szukać w działaniu tego, co pomnaża we mnie miłość i pokój, co daje mi radość. Nie warto w
poszukiwaniu siebie poprzestawać na wyobraźni, rozkminianiu i dyskutowaniu. Nawet odgrywanie nowych ról nie jest do końca skuteczne. Życie na niby bywa satysfakcjonujące, ale niesie sporo niepewności – trzeba cały czas się pilnować, by nie wyjść z roli. Lepiej pod własnym szyldem od razu próbować robić coś ze swoimi marzeniami, pragnieniami – choćby to miało być na początku bardzo nieudolne. Jak bizony na ścianie jaskini.

Świat dostarcza nam dziś, głównie przez media, oszałamiającej liczby propozycji i pomysłów
na siebie. To morze inspiracji, które zbyt często okazuje się nas podtapiać, zamiast nieść na
fali. Inspiracje, nawet najdziwniejsze, nie są złe, jeśli pomagają kontynuować to życie, które teraz prowadzisz, a nie wywracają go do góry nogami. Dobra inspiracja jest jak kolorowa nitka, którą niespostrzeżenie wplata się w dziergany sweter (ktoś umie robić na drutach?). Ożywia, odmienia, ale nie sprawia, że ze swetra wychodzi szalik albo sukienka. To, co nowe, dobrze, jeśli ma w sobie coś znajomego, bliskiego, co dotyka Twojego wnętrza, a nie tylko odmienia zewnętrze.

Podejmuj wyzwania i testuj nieznane – łącz to z tym, co już masz, umiesz, lubisz. I przyglądaj
się temu, jaki efekt tworzysz wokół siebie. Na pewno nieraz samą siebie zaskoczysz, ale i
nieraz przekonasz się, że nie każda inspiracja, która na początku Cię elektryzuje, uruchamia w
twoim życiu coś wartego uwagi. A wtedy idź dalej – wolna! – bo już wiesz, że to nie Twoje.

 

Tagi związane z artykułem
, , , ,
Napisane przez
Więcej od Kinga Wenklar

Ciałolubność

Niedawne badania WHO wskazują, że jedynie 5% Polek lubi swój wygląd i dobrze czuje...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.