Piękna (nie tylko) na ekranie. Film „Papusza”

Niektórych artystów nie da się nie znać. Albo klasyk omawiany w szkole, albo celebryta z mediów, albo mistrz pokoleń, którego tchnienie wciąż unosi się w domu podsycane przez rodziców. Są też i tacy, których znać trudno, choć trzeba. Na takich zwykle wpadamy przypadkiem, o ile w ogóle…

Społeczność mniejszości w filmie Krauzech

Cygan przedstawiać nie muszę – każdy kojarzy. Skutkiem decyzji (choć w zasadzie istotę sprawy bardziej oddaje słowo represje) komunistycznych władz PRL-u, w Polsce od lat siedemdziesiątych nie można spotkać ich poruszających się w taborach, lecz społeczna świadomość wciąż łączy z nimi taki sposób poruszania się. Oto w „Papuszy” tabory, do pewnego momentu, jeszcze funkcjonują.

Film stwarza widzowi możliwość przyjrzenia się wycinkowi codzienności Romów, dostarczając ich charakterystyki jako bohatera zbiorowego. Realizują swoje zdolności muzyczne. Potrafią się bawić, ale, niechętni wobec obcych, twardo strzegą tajemnicy swoich obyczajów, karząc zdrajców ostracyzmem. Wykazują spryt przemieszany z interesownością. Obserwujemy etapy ich funkcjonowania: przedwojenną swobodę – wojenne prześladowanie przez hitlerowców – powojenną wędrówkę na Ziemie Odzyskane – prześladowanie przez władzę ludową – chwilową „odwilż” – trudne do zaakceptowania „wciśnięcie” w ramy zwykłych obywateli: ze stałym miejscem pobytu, obowiązkiem szkolnym dzieci.

W tym świecie porusza się tytułowa postać, wedle dokumentów Bronisława Wajs (Jowita Budnik), dla „swoich” Papusza – po romsku lalka  – pierwsza publikująca romska autorka.

Kobieta… wyzwolona?

Papusza umiała czytać i pisać, a z mężem rozmawiała jak z równym sobie – rzecz niezwykła, biorąc pod uwagę ówczesną pozycję cygańskiej kobiety. Swoich wierszy nie spisywała od początku, dopiero ukrywający się przed bezpieką pisarz Jerzy Ficowski (Antoni Pawlicki), odkrywszy jej artystyczny talent, namówił ją do przelania utworów na papier, a te wydał z pomocą Juliana Tuwima (Andrzej Walden). Brzmi lekko? Pozory mylą.

Film, fabularyzowany co prawda, przedstawia dramatyczną biografię kobiety o delikatnej duszy. W wieku 16 lat musiała poślubić starszego o 24 lata brata swojego ojczyma, Dionizego Wajsa (Zbigniew Waleryś). Niepłodność dyskwalifikowała ją w oczach współziomków jako „pełną” kobietę. Najgorsze jednak spotkało ją dopiero po publikacji jej własnych wierszy oraz monografii Ficowskiego „Cyganie polscy”. Za zdradę tajemnic romskich (o ile rzeczywiście się jej dopuściła) spotkała ją kara – „falorykta” – odrzucenie, potępienie, co mocno wpłynęło na jej zdrowie psychiczne.

Od strony estetycznej

Film, choć powstał w 2013 roku, jest czarno-biały, co może dziwić nie tylko ze względów technologicznych, lecz także biorąc pod uwagę utrwaloną w naszej świadomości wizję raczej kolorowych Cygan (nawet nie wchodząc w Disnejowskie przesady). Ale zastosowanie tego, ostatnimi czasy dość powszechnego w kinematografii, trendu kolorystycznego pozwala na osiągnięcie refleksyjnego klimatu filmu i wrażenia koronkowości.

Nie mówi się tu nadmiernie, wiele przekazują same obrazy przedstawione w długich ujęciach (nawet kilkudziesięciosekundowych: nie kilkusekundowych, które wciąż się zmieniają – co warto obserwować oglądając telewizję), które nie dłużą się, a raczej uspokajają, pozwalają się skupić i delektować wizualnie. Aktorzy interpretują role, przykładając wagę do wpisujących się w tę „spokojną” konwencję elementów niewerbalnych, np. ruchów rąk.

Sama akcja została skonstruowana przez połączenie niechronologicznych fragmentów. Przeplatają się ze sobą retrospektywne sceny z młodości Papuszy, relatywnie beztroskiej, bo sprzed publikacji wierszy, i smutnej starości, kiedy poetka absurdalnie trafia do więzienia za kradzież kury, a na koncert, gdzie mają być wykonane jej własne utwory, idzie wbrew własnej woli. Zabieg ma wymiar artystyczny, a jednocześnie popycha widza ku zastanowieniu nad motywami postaci i genezą pokazanych zdarzeń.

Muzykę do „Papuszy” napisał Jan Kanty Pawluśkiewicz i w swoim polskim guście uważam ją za dobrze dopasowaną – z jednej strony do konkretnych momentów i filmu jako takiego, a z drugiej do zaśpiewanego utworu kończącego całość: „Kicy bidy i bokha” – „Ile bied, ile głodów”. Ścieżka dźwiękowa współtworzy charakterystyczny, bądź co bądź nieco egzotyczny klimat, a użyte instrumenty – strunowe smyczkowe i szarpane, perkusyjne, dęte – wspomagają efekt.

 

https://www.youtube.com/watch?v=k1uX_X9tgjE

 

 Od strony etycznej

Należy tu wspomnieć niezadowolenie Dona Vasyla (romskiego muzyka i poety, który wychował się przy Papuszy), że muzyki do filmu nie napisał Rom, a sama produkcja nie była konsultowana z królem i starszyzną i stanowiła, jak mówi, wykorzystanie poetki dla celów komercyjnych.

Czy rzeczywiście? A nawet jeśli, to czy MY spojrzymy na Papuszę przedmiotowo, jak na element wyłącznie rozrywkowy, czy jak na osobę, która przyniosła Piękno dobre i prawdziwe?

Bronisława Wajs, kobieta piękna, mniejsza o wygląd fizyczny. Poetka, która podzieliła los innych wielkich. Odrzucona. Chora. Samotna. Niezrozumiana. Zbyt rzadko wspominana.

Część swoich utworów spaliła.

Ale przecież rękopisy nie płoną…

https://www.youtube.com/watch?v=TLzwF6qDUow

Tagi związane z artykułem
,
Napisane przez
Więcej od Dominika Paluch

W starym kinie na jeszcze starszych filmach – 19. Festiwal Filmu Niemego

Jak dobrze wiadomo, student przed sesją robi wszystko, byle się nie uczyć....
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *