Piękno – harmonia i blask

„Piękno to harmonia plus blask…”

Tak pisał tajemniczy, starożytny autor, który na kartach historii filozofii figuruje jako Pseudo Dioznizy Aeropagita.
Taka definicja z jednej strony zaskakuje swoją prostotą i oczywistością. Z drugiej zaś – wydaje się równie tajemnicza, jak tożsamość autora: tak pięknie i… nieziemsko trafnie ujmuje fundamentalną trudność  zawartą w każdym naszym doświadczeniu piękna.

Ks. Tischner twierdził, że piękno jest tak oczywiste, że nie wymaga pytania „dlaczego?”
No bo – przecież jest „takie, jak być powinno”. Równocześnie – piękno nas w fundamentalny sposób zadziwia.  Nie pytamy „dlaczego?”, ale pytamy: „jak to?” „to takie coś jest możliwe?” „i ja takiego piękna doświadczam?”.

No właśnie.  Gdy wgłębimy się w to, co czujemy, widząc coś pięknego, dostrzegamy sam ZACHWYT.

Postawa ZACHWYTU  – że coś w przedziwny sposób WYKRACZA poza to, co „być powinno” – to nasza reakcja na piękno. Na każde piękno.
Wykraczać to po łacinie transcendere –  słowo, które nieprzypadkowo kojarzy się z TRANSCENDENCJĄ, czyli filozoficznym określeniem Boga.

Piękno dlatego właśnie jest pięknem, że WYKRACZA poza zwyczajność, codzienność, a nawet – naturalność.

Z jednej strony – harmonia…

Czym jest harmonia?  To jedność, spójność, współbrzmienie. W tym kontekście mówi się nieraz o jedności (czy raczej zgodnym współistnieniu) przeciwieństw (coincidentia oppositorum). Dwa elementy są nieodzowne do tego, byśmy rzecz mogli odbierać jako harmonijną całość:

Po pierwsze –  złożenie wielu elementów w całość musi być dla nas czytelne. Harmonia to jedność – ale jedność złożona, w której dostrzegamy wiele kunsztownie połączonych elementów.

Jest też jednak  tak, że im wspanialsza harmonia, im bardziej kunsztowne połączenie elementów – tym bardziej dostrzeżenie poszczególnych elementów jest trudniejsze. W zachwycających fugach Bacha mało kto jest w stanie, bez analizy tekstu utworu, zrekonstruować  przebieg poszczególnych głosów i ewolucję tematu. Jeszcze trudniej jest zrekonstruować stosowane techniki malarskie w działach Rembrandta czy van Gogha.  Najtrudniej – odtworzyć proces myślowy prowadzący do tak cudownego zestawienia kontrastujących  pojęć,  jak w wierszach Norwida czy Gałczyńskiego…

Nie pojmujemy tego. Ale czujemy – i podziwiamy. Nasza reakcja na doskonałą harmonię przypomina reakcję zachwyconego dziecka w ruinach ateńskiego Akropolu: „Tatusiu, tu wszystko jest takie, jak powinno być!”

Twórcze napięcie

Po drugie – harmonią jest połączenie elementów sobie przeciwnych, przeciwstawnych. Doskonałemu połączeniu zawsze towarzyszy pewne napięcie. To napięcie zostaje w arcydziele przezwyciężone i przekute na jedność.

To właśnie w tym zjawisku należy poszukiwać wytłumaczenia tak silnych przeżyć estetycznych jakie wywołuje w nas seksualne zjednoczenie  mężczyzny i kobiety – przeżyć, które łatwo przeradzają się w niezdrową egzaltację i – wyzute z wszelkiego piękna, perwersyjnie oszpecone – stają się przedmiotem eksploatacji przemysłu pornograficznego…  (Warto wspomnieć o tej różnicy: między przeżyciem estetycznym a niezdrową, najczęściej podbudowana resentymentem egzaltacją – aby uświadomić sobie fundamentalną różnicę między emanującym erotyzmem dziełem sztuki – np. rzeźbą Rodina – a wszechobecną w kulturze masowej pornografią.)

 

To także w nim leży przyczyna estetycznego zachwytu nad zjawiskiem burzy – przedmiotu kontemplacji i natchnienia artystów od niepamiętnych czasów. Burza to nic innego jak starcie się przeciwieństw, przeciwstawnych powietrznych żywiołów. Poprzez gwałtowne rozładowanie narosłego napięcia burza  przywraca –niczym w cudownej teodycei – spokój, oczyszcza atmosferę i odświeża powietrze.

Podstawa piękna

Niezależnie od rodzaju piękna – czy to przedmiotem naszej analizy uczynimy piękną dziewczynę, dzieło sztuki, architektury, czy też piękno zawarte w przyrodzie (np. piękne góry) – zawsze dojdziemy do tego samego wniosku: w istocie piękna leży harmonia. Cielesna harmonia, wskazująca na zdrowie i potencjalne walory macierzyńskie pięknej dziewczyny; harmonia wyrażająca się w kunsztownym połączeniu barw czy dźwięków w przypadku dzieła sztuki, a proporcji w architekturze; wreszcie – tak harmonijne oddziaływanie wielu czynników przyrodniczych, że jego efektem jest olśniewająco piękna góra… Harmonia zawsze stanowi wspólny mianownik i podstawę piękna.

A co z blaskiem?

Do czego nam potrzebny ten blask?

Myślę, że każdy z czytelników, który dobrnął do tego miejsca sam doskonale czuje w czym rzecz:

Otóż nie każde umiejętne połączenie wielu elementów w harmonijną całość  tworzy piękno. Dzieje się tak tylko wtedy, gdy owo połączenie ma walory oryginalności, świeżości,  jest czymś odkrywczym i… twórczym właśnie – a nie od-twórczym.

Najłatwiej dostrzec tą różnicę posiłkując się przykładami z zakresu architektury: Zupełnie inny ciężar gatunkowy mają doświadczenia estetyczne wywołane przez gotycką katedrę z XIII wieku, a zupełnie inny te, które wywoła – na tej samej przecież konwencji oparty – neogotycki budynek z końca XIX wieku.

Zgoła odmienne wrażenia estetyczne wzbudzi też modernistyczna architektura z lat 20-tych od – wywołującego wręcz odrazę i przygnębienie – pseudo-modernistycznego  blokowiska z lat 70-tych.

Awangarda?

Tą zależność – między oryginalnością i świeżością a prawdziwym pięknem, w świecie artystycznym dostrzeżono już dawno. Ukuto nawet termin „awangardy artystycznej” jako synonim tego, co w sztuce wartościowe i przeciwstawiono je „ariergardzie” – a więc temu, co wtórne, naśladowcze i… nie-twórcze.

Ponieważ jednak twórcy awangardowi wykuwali sztuce drogi kręte i nieraz ślepe – pojęcie awangardy należy uznać za mało przydatne do naszych rozważań.

O wiele bardziej przyda nam się pojęcie „natchnienia” artysty.

 

Natchnienie artysty

Przyjrzyjmy się zatem temu pojęciu. Przyjrzymy się, w jakich kontekstach jest używane i co się za nim kryje – może pomoże nam to w zrozumieniu, na czym polega transcendentalny („wykraczający poza”) charakter prawdziwego piękna:

  • Po pierwsze, o natchnieniu mówimy, w sposób najbardziej bezpośredni, w odniesieniu do autorów ksiąg świętych – zwłaszcza Biblii. Pozornie, natchnienie o jakim mówimy w przypadku takich „autorów natchnionych”, ma niewiele wspólnego z estetyką i pięknem. Odnosi się raczej do profetycznego i ponadczasowego przekazu świętych tekstów. Tłumaczy historię Izraela w kategoriach Bożego planu, pomagając w ten sposób człowiekowi zrozumieć swoją kondycję i sens istnienia.
  • Po drugie, mówimy o natchnieniu innych artystów (zwłaszcza poetów), których dzieła charakteryzują się nieprawdopodobną głębią, nie dającą się wyjaśnić osobistą mądrością, czy wiedzą autorów. Dodajmy, że często przekraczają one nasze wyobrażenia o intelektualnych i duchowych możliwościach człowieka w ogóle.
    Czym jest ta zachwycająca nas głębia? Pozostając na terenie poezji i literatury, można powiedzieć, że głębia tekstu polega na (znowu estetyczny paradoks) wydobyciu wszelkich odcieni i wieloznaczności słowa, przy równoczesnym zachowaniu jego ostrości i uniknięciu zatarcia znaczenia. Artysta, np. poeta, używa słowa w taki sposób, że otwiera przed nami „nową rzeczywistość”, pokazuje przepastny świat znaczeń i sensów, w którym zanurzamy się, by kontemplować  słowo: jego genezę, historię, użycie w mowie, a nawet – jego ładunek emocjonalny…
    Podobnie, choć w sposób jeszcze trudniejszy do analizy, ma się rzecz z innymi gałęziami sztuki, np. muzyką. „Natchnienie” artysty to nie tyle jego „uskrzydlenie”, oderwanie od ziemi (często tak to sobie wyobrażamy), ile raczej coś, co pozwala mu „dotrzeć do głębi” – i zabrać w tą podróż innych…

  • Po trzecie, o natchnieniu możemy mówić nawet wówczas, gdy autor pozornie jedynie odtwarza otaczającą rzeczywistość – np. maluje pejzaż. Pozornie, jedynie stosuje umiejętnie zasady harmonii, techniki malarskie, umiejętność trafnej obserwacji. Czasami jednak jest w jego dziele taka celność ujęcia tematu, tak trafne dobranie środków wyrazu, tak nieprawdopodobna… PRAWDA – że stajemy z otwartymi ustami…
    I znowu – głębia…Co się stało?Artysta oddał tylko to, co rzeczywiście w naturze JEST. Tyle tylko, ze jest NIEDOSTRZEGALNE dla tych, którym natchnienia poskąpiono. Dopiero teraz, kontemplując obraz – zaczynają dostrzegać to, na co poprzednio byli ślepi i głusi. Inaczej, pełniej zaczynają widzieć świat.
  • Czwarte, zarazem tłumaczące wszystkie poprzednie, rozumienie natchnienia artysty znajdujemy u Platona, który szczególnie wyróżnia Fidiasza i traktuje go nawet jako jedynego, prawdziwego artystę wśród innych, wielkich przecież, rzeźbiarzy greckich.
    Czyni to mimo tego (a nawet właśnie dlatego), że rzeźby Fidiasza mają zachwiane proporcje (Fidiasz wykorzystuje zjawisko złudzenia optycznego), że są pozbawione dynamiki, że są tworzone z dziwnie zestawionych materiałów (np. kość słoniowa ze złotem).
    Według Platona – o ile inni artyści (Myron, Poliktet) starają się przede wszystkim naśladować rzeczy i zjawiska TEGO ŚWIATA, Fidiasz robi coś więcej: zabiera człowieka w podróż do wyższej rzeczywistości, do świata bogów i wyższych, boskich praw. Fidiasz nie czerpie inspiracji z prawd tego świata – mówi Platon. On obcuje z PRAWDĄ ABSOLUTNĄ.

I o to chodzi…

Fidiasz jest zatem najbardziej dobitnym przykładem „wykraczania poza” to, co naturalne, oczywiste i czytelne dla każdego śmiertelnika. Fakt, że jego sztuka, nie bez kontrowersji wprawdzie, zyskała wielkie uznanie współczesnych – wskazuje nam jeszcze jedną prawdę:  Prawdziwe piękno jest niezwykle trudne do utworzenia (czy też raczej – wydobycia z otaczającej nas rzeczywistości). Wydobyte jednak – zaraz rzuca się w oczy i staje obiektem zachwytu i kontemplacji.

Co z tego wynika? Ano, postulat wielkiego pietyzmu, dbałości-o i odpowiedzialności-za piękno, które łatwo zniszczyć, zaniedbać, nie dostrzec – zanim nie zostanie wydobyte ze świata, postawione na piedestale i ukazane ludziom w całej okazałości. To dotyczy piękna zarówno fizycznego, jak i duchowego – piękna człowieka, piękna osoby ludzkiej. Bardzo łatwo jest nam – zarówno swoje jak i innych ludzi piękno – rozmienić na drobne, sprzedać, zatracić w zmaganiach z rzeczywistością, często prowadzących do cynicznej postawy: „wszystko jest na sprzedaż”.

Boski pierwiastek

A dlaczego powiedziałem że przykład Fidiasza tłumaczy wszystkie poprzednie? Bo Fidiasz w sposób najbardziej bezpośredni  tworzy piękno „oglądając bogów” – dzięki bożej łasce bezpośredniego wglądu w wyższą rzeczywistość.

Tak samo jest z autorami Biblii  – jedynie piękno ich tekstów (może poza Psalmami) jest  trudniejsze dla nas w odbiorze. Natchnieni zaś przez Boga artyści: poeci, malarze, kompozytorzy – zabierają nas w podróż do wyższego świata – czyli w głąb rzeczywistości, w głąb siebie – dzięki zachwycającej harmonii swoich dzieł. Dzieł tak wyjątkowych, tak nieprawdopodobnych, że aż narzuca się grecki termin: ἀχειροποίητα – dzieła „nie ręką ludzką uczynione”. Bo choć ręka (a i głowa) jest w tym wypadku ludzka – to bożemu natchnieniu zawdzięczają owe dzieła swój BLASK.

Tak jak BLASKIEM i tajemnicą mienią się wspaniałe twory natury – znacznie wykraczające poza to, co mogą o nich powiedzieć nauki przyrodnicze. To BLASK jest tym, co ZACHWYCA. Zaś bez blasku –nie ma prawdziwego piękna.

Tagi związane z artykułem
, , ,
Napisane przez
Więcej od Monika Kogut

Czego nie dowiesz się od Anji Rubik?

Leży przede mną czerwona książka z rozmowami Anji Rubik o dojrzewaniu, miłości...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *