Prawdziwe spotkania

Skype, snapchat,  messenger, whatsApp… W dobie różnorodnych komunikatorów, aplikacji do przesyłania filmików, zdjęć w błyskawiczny sposób mogę skontaktować się z osobą oddaloną tysiące kilometrów ode mnie. Czy te możliwości przybliżają mnie do tych, wśród których żyję?

Każdego dnia napotykam różne osoby, żyję otoczona ludźmi. Spotkania te budzą odmienne emocje. Często po rozmowie z kimś stwierdzam, że było to dobre spotkanie, które wiele wniosło do mojego życia, wzbudziło pozytywne odczucia. Czasem jednak przytrafiają się spotkania, po których czuję się zniechęcona, a wręcz „zdołowana”. Zwłaszcza tym, jak ktoś mnie potraktował, albo tym, jak ja się zachowałam względem kogoś. Czasem zastanawiam się, co powiedziałam niewłaściwego albo czego nie powiedziałam, a powinnam była powiedzieć.

Myślę, że każdy z nas nosi w sercu różne wspomnienia spotkań z ludźmi.

Przypuszczam, że każdy życzyłby sobie samych dobrych i budujących spotkań. Co zrobić, by właśnie takie były? Porad na ten temat można znaleźć całe mnóstwo. Doradcy rozmaitej maści podpowiadają, jak mieć dobre relacje z innymi, by nas lubili i dobrze się czuli w naszym towarzystwie. Dobre rady dotyczą m.in. tego, by nie krytykować, uśmiechać się, uważnie słuchać, okazywać zainteresowanie, wyrażać swoje uznanie i chwalić innych. To wszystko jest ważne i cenne, dopóki wykorzystuję te rady, by zmieniać się na lepsze dla innych. Gorzej natomiast, jeżeli korzystam z tych rad tylko po to, by zaspokoić swoje „ego” lub zyskać przychylność innych dla swoich nie zawsze dobrych celów. Kluczową sprawą jest tutaj intencja, która mną kieruje. Czy mam na uwadze dobro drugiego człowieka, czy chodzi tylko o moje dobre samopoczucie?

Każda relacja wnosi zupełnie coś innego.

Kiedy czeka mnie ważne bądź trudne spotkanie, modlę się w jego intencji, oddając siebie i pozostałe osoby Bogu. Gdy proszę Go o dobre i owocne spotkanie, wtedy łatwiej jest mi się uśmiechać, prostsze staje się słuchanie drugiej osoby. Wiem, kiedy zachować milczenie, a kiedy powiedzieć nieraz trudne rzeczy. To Bóg daje odpowiednie słowa i rozeznanie sytuacji. Po takim spotkaniu czuję, że „to było to”. Czuję, że naprawdę spotkałam się z tą osobą, a nie tylko ją zobaczyłam. Chciałabym pamiętać o choćby krótkim westchnięciu do Pana przed każdym spotkaniem z drugim człowiekiem, byśmy weszli w zdrową relację, w której słowa nie będą ranić, lecz budować.

W młodości marzyłam o prawdziwej przyjaźni,

głębokiej więzi z drugą osobą i często słyszałam: szukasz przyjaciela, stań się przyjacielem, albo: prawdziwym przyjacielem jest ten, dzięki któremu staję się lepszy. Jak sprawić, by z drugim człowiekiem łączyła nas coraz głębsza więź, a wzajemny wpływ na siebie prowadził do coraz lepszych zmian? Myślę, że istotne są tutaj dwa czynniki: duchowy, czyli prośba o Bożą pomoc, wzajemna modlitwa za siebie, oraz czynnik ludzki, czyli praca nad sobą ze względu na tę drugą osobę. Tylko wtedy nasz wzajemny wpływ będzie nas budował, a nie wyniszczał, będzie wydobywał z naszych głębi to, co w nas najlepsze. Z pewnością drzemie w nas wiele pokładów dobra, które czekają na przebudzenie!

Tagi związane z artykułem
, , ,
Napisane przez
Więcej od Beata Agopsowicz

Obdarz nas przekonaniem niezłomnym…

Lubię poranki. Ranek to czas zapowiedzi….Czas, kiedy można się spodziewać dobrych rzeczy,...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *