Przyjemność, która uszlachetnia

pixabay.com

Przyjęło się, że cierpienie uszlachetnia. Niektórzy twierdzą, że jest również nieodłącznym warunkiem piękna: Chcesz być piękna, musisz cierpieć… Depilacja, diety, szpilki, ba! zwykłe rozczesanie loków bywa istną torturą…
Wyobraźcie sobie: szlachetna i piękna – męczennica. Znajdujesz to w sobie? Znasz ten obraz?
To przekonanie?
Czym jest to coś w cierpieniu, co miałoby nas uszlachetniać? Wydaje się, że chodzi o
cierpliwość i rodzące się z niej męstwo, czyli cnotę, która polega na umiejętności wytrwania
w przeciwnościach ze względu na oczekiwane dobro. Gdy coś sprawia ból – fizyczny czy
psychiczny – naturalną reakcją jest wycofać się z bolesnej sytuacji. Ból zresztą ma cel
fizjologiczny, bo ostrzega przed niebezpieczeństwem i wywołuje łańcuch reakcji, służących
ochronie integralności ciała i psychiki. Decyzja, by znieść ból, nie ulec odruchowi ochrony siebie, zrezygnować z czegoś, by – za
jakiś czas – osiągnąć coś większego, wymaga odwagi, dyscypliny i kształtuje silną wolę. Jeśli
to czynimy ze względu na obiektywne dobro – jakąś wartość uniwersalną – również
uszlachetnia.
Ale szlachetność można nabywać nie tylko przez samoudręczenie i wyrzeczenia. Zgoda na
dobro, przyjęcie daru, dzielenie się sobą lub tym, co mam, w sposób, który nie rodzi
dyskomfortu czy bólu, ale pomnaża moją radość i satysfakcję, też jest drogą nabywania
szlachetności duszy – wielkoduszności względem siebie i innych. Wielkoduszność, nawet
względem samego siebie, to nie to samo, co samolubstwo czy egocentryzm.
Przyjemność, która uszlachetnia. Rzadko tak przychylnie o niej myślimy. Przez przyjemność
wieki była na cenzurowanym, a dziś wręcz odwrotnie – każda przyjemnostka urasta do nie
lada zasługi. Jakby nagle szczytem męstwa stało się być dla siebie dobrym. Warto to
uporządkować, by nie zagubić się między przyjemnością czerpaną z dobra a błahostką.
Jest taka sfera przyjemności, błogości w życiu, którą każdy ma gdzie indziej. Dla jednych
będzie to cichy odpoczynek, chwila samotności, dla innych czas beztroskiej zabawy albo
odpuszczenia chwilowej kontroli w jedzeniu, stylu, zachowaniu, uczuciach, w planie dnia.
Dobra przyjemność to świętowanie – zgoda, by mój czas wyglądał nieco inaczej, niż
zazwyczaj dyktują to moje priorytety czy najważniejsze przekonania. Dlaczego miałby być
inny? Bo człowiekowi po prostu się należy. Bo nawet Bóg siódmego dnia odpoczął. I to jest
pierwszy warunek szlachetnej przyjemności – odpuszczać kontrolę należy z klasą. Nie musi
to kończyć się blamażem i wstydem. Świętowanie ocala nas przed wyczerpaniem,
wypaleniem, ale i przed pychą. Stawia nas w obliczu prawdy, że nie możemy być cały czas na
100%. I to ten element jest tym, co uszlachetnia uprawianie przyjemności. Jakaś słodka
słabość? Jakiś dyskretny snobizm? A może małe szaleństwo na zakupach?…
Jest jeszcze jedna wartość takiego odpuszczania. Gdy powracamy zrelaksowani na właściwe
tory, widzimy, że ta uporządkowana, zdyscyplinowana codzienność, to nie rutyna,
bezsensowne życie „na automacie”, ale codzienny wysiłek w decydowaniu nieustannie i
niezmiennie w tych samych, drobnych sprawach. Mamy szansę dostrzec w tym wysiłek budowania czegoś dobrego i trwałego. A co najważniejsze – dzięki świętowaniu wiesz, że czynisz to w wolności, choć wywierając na siebie pewną presję. Zwłaszcza, kiedy to jest poniedziałek rano…

Tagi związane z artykułem
, , ,
Napisane przez
Więcej od Kinga Wenklar

Ciałolubność

Niedawne badania WHO wskazują, że jedynie 5% Polek lubi swój wygląd i dobrze czuje...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.