Dziewczyna w biegu. Wywiad z Dorotą Łabą - ultramaratonką.

Dziewczyna w biegu. Wywiad z Dorotą Łabą - ultramaratonką.

- Patrząc na Ciebie widzi się piękno i siłę kobiecości. Chyba niełatwo zostać „kobietą ultra” – jesteś biegaczką, która pokonała najdłuższy dystans z największą liczbą przewyższeń - marzenie wielu. Jak wyglądała Twoja droga do ultra maratonu? Skąd ten ekstremalny bieg? Dziękuję bardzo za te słowa. Tak. W 2013 roku zostałam „kobietą ultra” w Polsce. Wtedy jeszcze tak dużo kobiet nie biegało takich absurdalnych dystansów :) Teraz jest trochę inaczej. Lubię przekraczać swoje fizyczne i psychiczne granice. Mówi się, że dyscypliny długodystansowe to krew, pot i łzy. Często mnie ktoś pyta, jak to jest możliwe? Jak można biec 33 h bez przerwy ? Odpowiedź jest dosyć trudna :) Mam taki moment, kiedy ciało już nie może... i wtedy zaczyna się jedno z największych wyzwań: trzeba oddzielić umysł od ciała. Staram się pracować nad świadomością, że ból już minął. Motywuję sama siebie, zawsze  dzielę dystans. Powiedzmy, że jest to 100 km, mówię: tylko 25 km i to jest mój cel, później 30 km i tak dalej. Oszukuję umysł. Oczywiście, nie na wszystko mam wpływ i nie wszystko można kontrolować. Nauczyłam się akceptować ból. Ta akceptacja pozwala stać się mistrzem. - Jaka jest Twoja metoda na przełamywanie swoich granic? Sama lubię biegać, ale są dni, kiedy najchętniej zagrzebałabym się pod ciepłą kołdrą, zamiast biegać w kałużach i błocie. Jak znaleźć w sobie motywację, by wyjść spod kołdry? Nie wiem, czy ta odpowiedź będzie dla Ciebie satysfakcjonująca. Metoda przełamywania granic siedzi w mojej głowie :) Granice dla mnie nie istnieją, na żadnym dystansie nie ma barier. Powszechnym zjawiskiem jest zakładanie, że czegoś nie jesteśmy w stanie dokonać, że coś jest dla nas zbyt trudne, że jesteśmy za słabi, za grubi, za starzy, nie mamy silnej woli, zawsze „coś”, byle tylko nie uwierzyć, że może się udać. Ja zwyczajnie wierzę, że jest to możliwe. Mój sukces polegał na tym, że uwierzyłam, że mogę to osiągnąć. Nawet miejsce na podium miałam takie, jakie zaplanowałam (oczywiście, nie pomijajmy tutaj ciężkiej pracy, setek wybieganych kilometrów i pracy na siłowni) Motywacją dla mnie był również cel. Traktuję trening jak coś oczywistego, wręcz potrzebnego do normalnego funkcjonowania zarówno ciała, jak i psychiki. Jeżeli chodzi o Twój kocyk – ja też bardzo lubię leżeć pod kołderką z dobrą książką, ale po treningu :) -Z czego jesteś najbardziej dumna? Mam skłonności do minimalizowania, więc jest to dla mnie najtrudniejsze pytanie… Jestem dumna z tego, że podążam za sercem i intuicją, żyję życiem takim, jakim chcę. Popełniam błędy, upadam, podnoszę się, próbuję ponownie. Jestem dumna, że jestem swoim najlepszym przyjacielem i okropnym krytykiem. - Jesteś trenerką personalną. Jak pomóc dziewczynom poczuć się dobrze we własnym ciele? Jak przeżyć w świecie Instagrama, nie mając figury modelki? Idealny świat Instagrama rujnuje psychikę młodych dziewczyn. Instagram może być oczywiście źródłem inspiracji, ale jest też źródłem udręki. Dziewczyny szukają akceptacji, co wynika z braku miłości i niskiego poczucia własnej wartości. Młode dziewczyny często widzą w social mediach tylko i wyłącznie wyidealizowany obraz rzeczywistości, do którego zaczynają dążyć. Na Instagramie większość z nas nie pokazuje swojego życia takim, jakim jest. Wybieramy najlepszy, najciekawszy jego wycinek. Poza tym Instagram buduje w nas złudne wrażenie, że każdy ma idealne ciało – szczupłe, wysportowane, zadbane. Wiele młodych osób zaczyna myśleć o sobie jako wyrzutkach w idealnym świecie modelek i modeli. Czym to się kończy? Tym, że zamiast rozwijać w sobie to, co najlepsze, swoje pasje czy umiejętności, dziewczyny przestają akceptować siebie takimi, jakimi są... Naturalne jest, że jeżeli jesteśmy szczupłe, wysportowane, to czujemy się lepiej. Więc trzeba się ruszyć! A to, co najważniejsze? Znowu do tego wrócę! Zaakceptować siebie, pokochać życie i być szczęśliwą – to zadanie, z którym musi się zmierzyć każda osoba. Zaakceptować siebie takimi, jakimi jesteśmy, ze wszystkimi zaletami i wadami. I nie tylko akceptować, ale starać się kochać siebie. - Co porabiała 18-letnia Dorota? Gdy miałam 18 lat urodziłam córkę. I chodziłam do szkoły. Iga tak naprawdę nauczyła mnie kochać, a ja dzięki niej nauczyłam się przyjmować bezinteresowną miłość. Zmieniła moje życie na lepsze.  - Widzę, że od początku żyłaś ekstremalnie. Portal jest dedykowany dziewczynom na progu dorosłości. To czas kluczowych decyzji, które rzutują na całe życie. Czy masz jakieś rady dla młodych? Co jest ważne w życiu? Myślę, że przede wszystkim trzeba zadać sobie pytanie: Po co żyjemy? Mieć swoją hierarchię wartości. Jeżeli ta hierarchia będzie nam znana, będziemy łatwo podejmować decyzję. Dla mnie każdy cel, jaki sobie stawiam, musi być spójny z moimi wartościami. Pozwala mi to podążać we właściwym kierunku. Oczywiście, ta lista wartości z czasem będzie się zmieniać w wyniku różnych życiowych wydarzeń. Warto o tym pomyśleć, żeby za 10 lat się nie zdziwić, że poszliśmy zupełnie w innym kierunku. Każdy z nas jest powołany do miłości. Ja postawiłam Boga na pierwszym miejscu i tymi wartościami się kieruję – wszystko układam według hierarchii miłości. Oczywiście kiedyś tak nie było, byłam zbuntowaną nastolatką, mama wychowywała sama mnie, siostrę i moich braci. Nie znałam Boga... nie interesowała mnie religia. Nikogo też nie interesowało, czy chodzę do kościoła. Miałam bardzo ciężkie dzieciństwo. Dorastałam w ciągłym odrzuceniu. Brak miłości spowodował szereg złych życiowych decyzji... żyłam z dnia na dzień, tak zwana wegetacja. Bardzo często jako dziecku śnił mi się kościół. Pojawiało się pytanie: co będzie, jak skończy się moje życie? Kiedyś zapytałam o to mamę, odpowiedziała: trzeba wierzyć, że „coś” tam jest! Gdyby wtedy powiedziała: Jezus! Moje życie mogłoby się potoczyć zupełnie inaczej. Jak widać, Bóg miał swój plan wobec mojego życia. Stan nijakości dnia codziennego spowodował, że budziłam się płacząc i zasypiałam płacząc. Przeczytałam mnóstwo książek psychologicznych, szukając tego „czegoś” i nie znalazłam. Ludzie patrzyli na moje życie i uważali, że wszystko jest super. Miałam swoją działalność, właściwie miałam wszystko, ale w środku byłam pusta. Nie mogłam tej pustki niczym zaspokoić... ani pieniędzmi, ani ubraniami, samochodem, niczym... umierałam po cichu z bezsilności. Postanowiłam skończyć ze swoim życiem. To była niedziela godz. 22:00. Przygotowałam wszystko... (nie będę tutaj wchodzić w szczegóły). Płakałam cały dzień, kiedy miałam to zrobić... Nie wiem dlaczego, zawołałam głośno: Boże, jeżeli istniejesz, to uratuj moje życie!!! On przyszedł i je uratował... Zasnęłam w jednej sekundzie, nie pamiętam następnego tygodnia. Nie ma go w mojej pamięci. Tydzień później w niedzielę czułam, jakby ktoś robił wszystko za mnie. Znalazłam się w kościele. I tam dokonał się Cud... Bóg zalał mnie taką potęgą miłości, ciepła, spokoju, że siedziałam tam i płakałam z radości. Zaczęłam tam wracać stopniowo.  Bóg zaczął stawiać odpowiednich ludzi na mojej drodze, to wszystko miało miejsce 9 lat temu. Od tego czasu moje życie jest darem :) Opisałam to najkrócej, jak potrafię.

- Dziękuję za Twoją otwartość i odwagę w poruszaniu trudnych tematów. Pewnie dlatego, gdy poprosiłam Cię o wywiad, odpowiedziałaś, że zgodzisz się na wszystko, co może być na chwałę Bożą. To niecodzienna deklaracja sportowca. Dlaczego tak otwarcie o tym mówisz? Pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmusiło mnie do innego spojrzenia na wiarę, coś, co spowodowało, że musiałam poukładać swoje życie na nowo. Bieganie było najważniejsze w moim życiu. Wtedy moje życie nie było dobre, ale kiedy postawiłam Boga na pierwszym miejscu, a bieganie na drugim, moje życie zaczynało mieć sens. Po części bieganie po górach i obcowanie z naturą spowodowało, że zaczęłam słuchać... Tego, co mam wewnątrz i tego, co na zewnątrz. Codziennie mówiłam Bogu, jak się czuję, codziennie prosiłam Go, by mi pomógł. Dopiero po pewnym czasie zaczęłam zauważać, że On naprawdę jest przy mnie, słucha mnie, choć nie rozwiązuje moich problemów moimi sposobami, nie daje mi tego, czego oczekuję, ale daje mi więcej, bo daje mi to, czego naprawdę mi trzeba. Ufam Mu bezgranicznie! - To pewnie dlatego zawsze jesteś uśmiechnięta. Chyba nie widziałam żadnego Twojego zdjęcia, na którym nie byłabyś uśmiechnięta. Skąd ta radość? To tylko pozory :), ryczę również (jak chyba każdy), ale prawda jest taka, że jestem urodzoną optymistką :) Kocham siebie, znam swoją wartość. Akceptuję swoje problemy, traktuję je jako nieuniknione, przecież nie można żyć bez problemów :) Czasami sama zaskakuję siebie :) Kocham życie, bez względu co się w nim dzieje! - Na czym polega Twoja praca? Czym żyjesz, poza bieganiem, oczywiście? Jestem trenerem personalnym, masażystką. Obecnie przebywam we Włoszech, ale wracam do Polski niebawem. Może w przyszłym roku odwiedzę Szwajcarię. Jestem zaangażowana w wolontariat „Zupa za Ratuszem”. Docieramy z pomocą do osób doświadczających bezdomności. Jesteśmy grupą znajomych, która zaczęła razem działać, chcąc nieco zmienić kawałek świata na lepszy. Niesienie pomocy osobom bezdomnym nie należy do łatwych zadań, ponieważ wielu bezdomnych trudno przekonać do przyjęcia jakiejkolwiek pomocy. Robiąc coś dobrego dla innych – jednocześnie robimy coś dobrego dla siebie. Praca charytatywna pozwala spojrzeć na życie z zewnątrz i zyskać poczucie celu. - Skąd Twoja miłość do gór? Wydaje mi się, że na Dorotę Łabę najczęściej można natknąć się w górach. Lgnę w góry do natury :). Góry napawają mnie szczęściem, pomagają mi zapomnieć o wszystkim, co jest w dole. Moje serce bije mocniej pośród skał, scalamy się ze sobą i jesteśmy jednością. Góry pochłaniają mnie całą. Mam wrażenie, że to zadatek nieba dla mnie. Chciałabym mieszkać w małej chatce pośród gór. - Tego właśnie z całego serca Ci życzę. Małej chatki pośród gór – nieba dla Ciebie. Dziękuję, że zechciałaś podzielić się z młodymi dziewczynami swoim życiem.  

Drogi Czytelniku! Jeśli podoba Ci się PieknaDziewczyna.pl prosimy o wsparcie tego dzieła, abyśmy mogli dalej się rozwijać. Dziękujemy, że do nas zaglądasz:) https://pieknadziewczyna.pl/wspieram/

Powiązane artykuły