Savoir-vivre, czyli o sztuce życia. Rozmowa z panią Jolantą  Bisping - Mycielską.

Savoir-vivre, czyli o sztuce życia. Rozmowa z panią Jolantą Bisping - Mycielską.

Zapraszam Cię do przeczytania rozmowy z panią Jolantą Bisping- Mycielską: Damą Zakonu Maltańskiego - najstarszej europejskiej instytucji dobroczynnej, pomysłodawczynią i przewodniczącą komitetu organizacyjnego Bali Debiutantów i Międzynarodowych Weekendów Maltańskich, prezesem stowarzyszenia „POKOLENIA POKOLENIA”. 

- Dziękuję, że zgodziła się Pani na rozmowę. Nasz portal skierowany jest do dziewczyn na progu dorosłości. Każda z nich chce dobrze przeżyć ten czas. Przed dziewczynami wiele strategicznych decyzji, których konsekwencje będą rzutować na przyszłość. Nieco zakurzony współcześnie savoir-vivre to właśnie wiedza o tym, jak żyć. Sztuka dobrego życia. Bardzo dziękuję za zaproszenie. Śledzę ten portal już od dłuższego czasu. Myślę, że młode kobiety, które do niego zaglądają, znajdują świetny, wielowarstwowy materiał, który z jednej strony pozwala na odnalezienie własnego „ja”, a z drugiej strony, poprzez doświadczenia czy świadectwa innych, staje się skuteczną pomocą. Staje się pewnego rodzaju „Księgą mądrości”. Brawo! - Czy savoir-vivre jest w ogóle współcześnie potrzebny młodej dziewczynie? Potrzebny jest wszystkim, zawsze i wszędzie. Savoir-vivre nie ma nic wspólnego z żadną epoką. Powinien być jednym z ważnych elementów wychowania domowego. Nie musimy kończyć specjalnych kursów, ażeby udowodnić, że odpowiednią wiedzę  w tym zakresie posiadamy. Ale dopóki pozostanie tylko wiedzą wyuczoną, a nie umiejętnością samą w sobie, pozostanie sztuczna i niezręczna. Doprowadźmy do tego, żeby odpowiednie zachowanie stało się czymś naturalnym, a pomożemy przede wszystkim sobie i pomożemy innym, naszym bliskim, naszym przyjaciołom, społeczności w której żyjemy. Godne zachowanie powinno być czymś naturalnym. Najznakomitsza – z wszelkimi tytułami naukowymi czy nagrodami – osoba, a niestosująca podstawowych zasad, przeczy sobie samej. Niestety, albo o tym zapominamy, albo wydaje nam się, że to nie jest ważne. Jestem niezmiernie wdzięczna moim rodzicom, że pomimo straszliwego okresu stalinizmu, w którym przyszło mi dorastać, kiedy kwestią podstawową była raczej umiejętność przeżycia, kiedy nasze środowisko było wystawione na pośmiewisko w ogóle i w szczególe, przestrzeganie reguł obowiązywało w naszej rodzinie i w piątki i w świątki. Teraz ja staram się przekazać te wartości kolejnym pokoleniom. - Co może zrobić dziewczyna, która nie wyniosła z domu takiej elementarnej wiedzy i sama widzi swoje braki? Czy ma szansę je nadrobić? Gdzie może szukać wzorców? Hmm, może zacznijmy od rodziców. Czy to, że ich ukochana córka ma najmodniejsze ubrania/dodatki, uczęszcza do renomowanych przedszkoli/szkół/uniwersytetów, ma do dyspozycji wszelkiego rodzaju elektroniczne gadżety, posiada ostatni model iPhonu/komputera, jest wychowywana „bezstresowo”, czyli bez żadnej odpowiedzialności za zachowanie/czyny..., czy to wystarcza, ażeby ich latorośl była szczęśliwa? Teoretycznie powinna. Ale, jeżeli w wychowaniu rodzice zapominają o najważniejszych ogniwach: wzajemna miłość, poszanowanie, czy zaufanie i kiedy te wartości nie są motorem działania, muszą być przygotowani na porażkę. Gorzej, są winni, bo nie zadbali o szczęśliwy start ich córki w dorosłe życie. Prawie zawsze okazuje się, że kiedy atmosfera w domu jest konfliktowa, kiedy dzieci nie czują się kochane, nie czują wsparcia, to szukają pocieszenia – swojego świata – poza domem rodzinnym, szukają koleżeństwa, niestety często problemowego. Jest znane powiedzenie: Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Często przyzwyczajenia i wiedza nabyta w młodości decydują o późniejszych zachowaniach. Ale nie wszystko jest stracone. W miarę dojrzałości, nowych znajomości czy doświadczeń, może nasunie się pytanie: czy ja idę we właściwym kierunku? Może inni wybrali lepszą drogą od tej mojej, na której jest mi w dodatku źle? A może napisać list do Rodziców? Z wyważonymi słowami, bez pretensji, raczej „z rachunkiem sumienia”, z prośbą o zrozumienie... Może się okazać, że rodzice – zwłaszcza osoba, z którą był lepszy kontakt, chętnie odpowie podobnie. Może coś się naprawi dla obu stron? Rodzice skonfliktowani z kolejną generacją też cierpią. Zawarcie pokoju może stać się kamieniem milowym na drodze ku lepszej przyszłości nie tylko młodej osoby, ale też stosunków międzypokoleniowych. Trzeba tylko chcieć. I pamiętać, że z kolei na jej generacji będzie spoczywać odpowiedzialność za wychowanie następnej. W dzisiejszym świecie chętnie szuka się w mediach odpowiednich rad czy odpowiedzi na nurtujące pytania. I dlaczego nie? Trzeba tylko umieć rozróżnić, co wartościowe, a co tandetne. Osobiście uważam, że wzorce czy doświadczenia poprzednich pokoleń są unikalnym skarbem. I nigdy nie są przestarzałe. Zachęcam do czytania pamiętników. Korzystanie z ich mądrości jest wielką pomocą. Warto też starać się poznać i zaprzyjaźnić z osobami wartościowymi. A takie osoby poznaje się po owocach ich zachowań, pracy, publikacji. Przyjaźń z taką osobą pozwoli na zadawanie pytań, na poddanie się dobremu wpływowi, na zrozumieniu swoich niedociągnięć, błędów. Jestem tego świadkiem. Polecam! - Na co kładziono nacisk w wychowaniu młodych panien w dawnych polskich domach ziemiańskich? Jakie wartości uznawano za najważniejsze? Dlaczego właśnie te? Nie zaznałam życia w domach ziemiańskich. Po II wojnie światowej PRL wyrzuciła moich Rodziców na bruk i zabroniła mieszkać w promieniu 30 km od domu (Massalany, obecnie Białoruś). Zamieszkali w Krakowie. Tak jak już wspomniałam, moje dzieciństwo to czasy komunistyczne i wszystko z tym związane. Moi Rodzice starali się nam (mojej siostrze i mnie) przekazać wiarę, wzajemną miłość. I hart ducha. Wszystko tak samo ważne i pozwalające przetrzymać najgorsze. Scenka z mojego dzieciństwa: moja Babunia (matka mojej Mamy) mieszkała wtedy w Katowicach. Podczas moich pobytów u niej zawsze starała się jak mogła mi dogodzić. Każdego dnia, na każdym kroku swoim cudownym uśmiechem, swoim spokojem umiała wydobyć ze mnie to, co dobre. Między innymi, moim codziennym zadaniem – miałam wtedy 7-8 lat – było przynoszenie wiadra ziemniaków z piwnicy i następnie w kuchni obieranie ich. Bardzo tego nie lubiłam. Piwnica była źle oświetlona, zimna, wilgotna, a ziemniaki nierzadko zepsute i śmierdzące. Brzydziło mnie to okrutnie i nie raz zachowaniem okazywałam niechęć do tej czynności. Aż do dnia, kiedy poproszona o przyniesienie dziennej porcji – ze znanym jej moim wielkim oporem – zeszłam do piwnicy i zastałam wiadro już pełne. Co za ulga, że tym samym moje ręce nie napotkają na mazię zepsutego ziemniaka. Po przyniesieniu do kuchni, zabrałam się do obierania. Nagle natknęłam się w wiadrze wśród ziemniaków na srebrne kółko – bransoletkę. Z wypiekami na twarzy szybko podzieliłam się tym odkryciem z Babunią. Ona tylko uśmiechnęła się i powiedziała: ty znalazłaś, więc jest twoja. Od tego dnia prawie z zapałem wykonywałam moje zadanie. Nie ukrywam, że też trochę z nadzieją, że może znajdę kolejny skarb. Ale tego typu przygody są niepowtarzalne. Dopiero po latach zrozumiałam pedagogiczną taktykę i jej mądrość życiową. Chwała jej.  - Jako organizatorka Bali Debiutantek ma Pani ciągły kontakt z młodymi. Czy widzi Pani istotne różnice między pokoleniami? Co się zmieniło? Polski Bal Debiutantów i towarzyszący mu Międzynarodowy Weekend Maltański (więcej na stronie internetowej www.pokolenia.org) różni się od znanych w świecie Bali debiutantek. W naszej edycji – biorą w niej udział debiutantki i debiutanci – podczas wspólnie spędzonych dwóch tygodni poprzedzających samo wydarzenie, oprócz codziennej intensywnej nauki tańca, w programie są  wieczory poświęcone mini-wykładom z savoir-vivre’u, odpowiedzialności obywatelskiej, a także mediom i roli wolontariatu.  I tu pozwolę sobie na dygresję. Jak wszyscy wiemy, wolontariat to niesienie pomocy potrzebującym, to pomoc w ulepszaniu egzystencji niepełnosprawnym. Jednak wolontariat i różnego rodzaju akcje nie mają sensu bez etycznego przygotowania wolontariuszy. Cóż z tego, że „wolontariusze jednego dnia” – jak ich nazywam – zbiorą na przykład pieniądze na dobry cel czy pomogą fizycznie, jeśli swoją mową i postawą podważą tradycyjne, sprawdzone wzorce i wartości etyczne lub dadzą zły przykład innym. To przygotowanie do wolontariatu trzeba zacząć od siebie. Przyjazne skinięcie głową, wypowiedzenie dzień dobry – to już będzie pomoc. Już będzie lekarstwem na samotność czy lęki. Dodam, że możemy pomóc bliźnim nie robiąc niczego... co im może szkodzić. Trzymając na wodzy pokusy złośliwej krytyki, intrygi, ośmieszania, poniżania – z chęci wywyższenia siebie. To brzmi górnolotnie, ale jakże aktualne i potrzebne. Pamiętajmy, że opieka czy pomoc osobie w potrzebie bez popatrzenia w oczy, bez kultury bycia – nie na wiele się przydaje.  Można zadać sobie pytanie: czy bale debiutantów mają sens w czasach globalizacji rozrywki czy „technoparty“? Śmiało odpowiem, że mają i wydaje mi się, że coraz większy, ale pod jednym warunkiem: że nie będzie chodzić tylko o taniec. Choć sam bal jest dla debiutantów symbolicznym momentem wejścia w dorosłe życie, to celem ma być zachęta, ażeby uświadomić sobie, że w życiu nie tylko liczą się kariera, pieniądze czy sukces. Że sposób jedzenia   decyduje o atmosferze spotkania. Że szacunek dla siebie przekłada się na szacunek dla innych. Że uśmiech zaprasza do uśmiechu, a tym samym stajemy się lepsi. Chyba warto. Jestem zawsze wzruszona (na przestrzeni dwudziestu lat odbyło się już dziesięć edycji, ostatnia w 2019 roku) napotkaną wdzięcznością, którą debiutanci wyrażają w wysyłanych do mnie listach, mailach czy w rozmowie. Podkreślają, że czegoś ważnego się nauczyli, coś istotnego przeżyli, że w swoich bagażach wywieźli wartości, które im towarzyszą na dobre i na złe. Te reakcje naturalnie cieszą, bo potwierdzają, że wydarzenie, jakim jest polska edycja, jest solidnym sposobem na budowanie pozytywnej i światłej wspólnoty Ludzi Dobrej Woli, a tym samym – z pokolenia na pokolenie wspólnym budowaniem DOBRA. - Jakie widzi Pani mocne strony współczesnych dziewczyn? Należę do osób, które uważają, że to od poprzedniego pokolenia zależy, jakie będzie kolejne. Jakich wartości się nie wstydzimy, jakie wychowanie chcemy im przekazać, jakiej pomocy moralnej mogą od nas oczekiwać. Takie będzie kolejne pokolenie. Historia nas uczy, że wszystko zaczyna się w domu rodzinnym. Jeżeli motorem do działania są wzajemna miłość, szacunek czy zaufanie, to jest szansa, że kolejne pokolenie pomimo przeciwnych wiatrów będzie  na tyle silne, że nie podda się trendom, modom czy fałszywym prorokom. Każde pokolenie musi stawiać czoło swoim słabościom i niebezpieczeństwom z zewnątrz. Wydaje się, że nieproporcjonalnie do poprzednich czasów, w świecie, który nas teraz otacza, młode pokolenie kobiet ma wyjątkowo trudno. Cały czas jest bombardowane przez środowiska, które prześcigają się w promowaniu fałszywej moralności, które szydzą i wyśmiewają niepodważalne wartości i głoszą nieprawdę. Jestem pełna podziwu dla młodych, które swoją postawą, swoim zachowaniem czy swoim zaangażowaniem przeciwstawiają się temu nurtowi i nie boją się walczyć ze ZŁEM. Chylę głowę przed nimi. A wiemy, że DOBRO buduje DOBRO! - Czy savoir vivre – rozumiany jako zbiór zasad postępowania w konkretnych sytuacjach –  jest czymś znanym młodym, czy raczej wiedzą tajemną, zbędnym balastem? To ważne pytanie. Pamiętajmy, że zachowanie nie jest ani kodem, ani zbiorem zasad, jest samo w sobie wartością, nigdy balastem! Wartością, która powinna być przestrzegana, powinna być „drugą skórą” w codziennym życiu (a nie tylko od święta). Zignorowanie lub zbagatelizowanie tego obszaru otwiera drogę do samozniszczenia. Niechlujstwo w ubiorze, zaśmiecanie otoczenia, wulgarne zachowanie i język, agresja, poniżanie drugiej osoby wywołują negatywne reakcje. I smutno to powiedzieć, ale te przykłady są – według mnie – przede wszystkim odbiciem danej osoby, jej wewnętrznego bałaganu, frustracji. Starajmy się walczyć z otaczającym nas zewnętrznym chaosem i agresją, i tak niebezpieczną modą na róbta co chceta. Wcześniej czy później trzeba będzie za to zapłacić.  - Z jakimi najważniejszymi problemami, Pani zdaniem, musi się zmierzyć współczesna dziewczyna? W czym może jej pomóc znajomość savoir-vivre’u? Te pytania wiążą się naturalnie z poprzednim. Pamiętajmy, że dobrze wychowana osoba nie równa się słabej i nudnej. A tak niestety w wielu przypadkach otoczenie nas odbiera, a wszechmocne dzisiejsze media chętnie takie osoby ośmieszają. I choć zdajemy sobie z tego sprawę i przed tym staramy się obronić, często nie umiemy się temu przeciwstawiać. Co nami kieruje: lenistwo, źle pojęta tolerancja, czy strach, że będziemy wyśmiani? Drogie Czytelniczki, proszę, nie bójmy się, uczmy się nawzajem, uczmy nasze rodzeństwo, naszych przyjaciół, naszych podopiecznych – dla wspólnego ich i naszego dobra. Kto umie temu sprostać, ten w końcowej rozgrywce zwycięża. WARTO! - Czy istnieje gotowy przepis na dobre życie? Hmm, a co nazywamy dobrym życiem? Myślę, że nie istnieje gotowy przepis. Mało kto potrafi być zadowolonym z własnego życia, zawsze chciałybyśmy, żeby było lepsze. Przysłowiowa trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. A sąsiadka właśnie wróciła ze „wspaniałych wakacji”, czy chętnie zamieniłabym się z koleżanką, bo ona ma lepiej!!! Przykłady można mnożyć. Czytając o celebrytkach, które osiągnęły sukces, wydaje się, że ich życie jest niekończącą się sielanką, pozbawioną wszelkich trosk, z którymi my musimy się borykać na co dzień. Łatwo zachłystujemy się ich luksusem i wszystkim, co z tym związane. Często z zazdrością dodajemy: ale one mają „dobre życie”. Oślepione medialnym przekazem zapominamy, albo wręcz nie chcemy wiedzieć, że i one borykają się z problemami tymi codziennymi i niecodziennymi, że często płacą za swoje „dobre życie” bardzo wysoką cenę. Każda droga życiowa jest zawsze indywidualnym parcours, ale, jeżeli podczas tej naszej wędrówki będziemy się starały, ażeby Dekalog był naszym przewodnikiem, to jest duża szansa, że częściej napotkamy przysłowiowe róże bez kolców, że częściej będziemy zadowolone z tego, kim jesteśmy i co posiadamy. Zadbajmy o nasz ogródek, o „nasz metr kwadratowy”. - Gdyby mogła Pani udzielić dziewczynom jednej rady, jaka by ona była? Być sobą. Słynne już selfi pozwala na przekazanie nie zawsze prawdziwego oblicza. Możliwości wszelakiego retuszu sprawiają, że autoportrety, które płyną w świat i następnie żyją – czy chcemy czy nie chcemy, już własnym życiem – są często fałszywym przekazem, a co bardziej smutne i niebezpieczne, stają się samo-okłamywaczem. Droga Czytelniczko, może będziesz chciała skorzystać z mojej sugestii. Miej odwagę popatrzeć na siebie w lustrze – nie ustawiając się odpowiednio,… bo np. z lewa wyglądam lepiej... – i powiedz głośno do siebie: nim inni mnie polubią, nim innych ja polubię, muszę najpierw siebie polubić.  Pamiętajcie: każda z Was posiada w sobie często niedoceniane przez siebie wartości. Doceńmy je. Nie okłamujmy siebie. Nie wstydźmy się siebie. Zaprzyjaźnijmy się ze sobą, ale z tą prawdziwą JA. Wtedy sukces będzie gwarantowany. Jasnej Drogi!

-Dziękuję za rozmowę.

 Casale Marittimo, 13.11.2021  

Powiązane artykuły