Studia za granicą – czy to dobra opcja dla Ciebie?

Cześć! Kilka tygodni temu przeprowadziłam się z powrotem do Portugalii. Mieszkałam tu już wcześniej – przez cały zeszły rok pracowałam jako wolontariuszka Europejskiego Korpusu Solidarności. Mieszkałam na południu, w okolicy miejscowości Faro i zakochałam się w kulturze i języku tego kraju. Chciałam tam zostać na dłuższy czas i szukałam pracy, ale nie udało się. W styczniu tego roku wróciłam do Polski, żeby po kilku dobrych latach z powrotem zamieszkać z rodzicami. Miałam jednak już wtedy plan na życie…

Parę lat temu ukończyłam w Polsce pierwszy stopień studiów. Byłam jednak niesamowicie zdeprymowana, nie chciałam niczego więcej studiować. Podjęłam próbę walki z tym uczuciem, zapisałam się na inną uczelnię – i po tygodniu zrezygnowałam. Wtedy postanowiłam wyjechać na wolontariat. W trakcie wyjazdu miałam dużo czasu na przemyślenia. Uczyłam się portugalskiego, pracowałam, czytałam książki… I pewnego dnia zaczęłam szukać możliwości kontynuacji studiów. Chciałam dalej studiować języki obce – francuski i rosyjski. Znalezienie uniwersytetu, który oferowałby taką możliwość, nie było jednak łatwe…

Mogłam wrócić na poprzednią uczelnię, ale nie chciałam. Pod koniec mieszkania w Krakowie nie odpowiadała mi już jego atmosfera, tempo życia, praca… Sama uczelnia również nie była spełnieniem moich marzeń. Kolejną opcją była Warszawa – jednak tutaj również nie odpowiadała mi atmosfera i tempo życia, nie mówiąc już o tym, że wymagania na ten jeden, konkretny kierunek, były kosmiczne.

I tak, szukając i przeglądając różne strony, znalazłam ofertę studiów na Universidade do Minho w Bradze, w Portugalii. Była dokładnie taka, jakiej szukałam. Była tam możliwość studiowania dwóch dowolnie wybranych języków z siedmiu możliwych i zajęcia w trybie popołudniowym (umożliwiającym pracę zawodową).

Czułam, jakby ta oferta spadła mi z nieba, dosłownie! Nigdy nie lubiłam pożyczać pieniędzy na życie, chciałam kontynuować naukę, zgłębiać wiedzę tylko z określonych dziedzin i przy okazji pracować. Dzięki temu, że udało mi się to wszystko pogodzić, chciałabym podzielić się z wami tym, jak wygląda proces aplikacji na studia za granicą.

Dobre dobrego początki

W pierwszej kolejności trzeba było zorientować się w terminach. Rekrutacja na studia za granicą rozpoczyna się wcześniej, niż w Polsce. Pierwsza tura rekrutacji na moim kierunku wypadała w kwietniu. Trzeba było przygotować dyplom ze studiów (przetłumaczony, u mnie wystarczyło tłumaczenie na angielski), CV, list motywacyjny i wszystkie certyfikaty językowe, które poświadczają znajomość języków wymienionych wcześniej w CV. Trzeba było również zapłacić opłatę rekrutacyjną (jeżeli dobrze pamiętam, było to 40 euro).

Na wyniki czekałam około trzech tygodni. Kiedy wiadomo było już, że się dostałam, musiałam jeszcze uzupełnić dane, w rodzaju adresu zamieszkania w trakcie studiów oraz… zapłacić wpisowe 126 euro 🙂 Po zakończeniu wszystkich formalności miałam kilka miesięcy wolnego. We wrześniu dostaliśmy informację o konieczności zapisania się na przedmioty na platformie internetowej – i pozostała już tylko przeprowadzka.

Jestem dość niecierpliwa i wysyłałam maile do dyrektora kursu i sekretariatu, żeby mieć pewność, kiedy rozpoczyna się rok akademicki. Na początku miał to być 20 września, później 4 października. Przedzierałam się przez pisma rektora w sprawie opłat, żeby przypadkiem się nie spóźnić 🙂 Wszystko jednak poszło dobrze i pojawiłam się na rozpoczęciu roku w dobrym miejscu i o dobrej godzinie. I tak zaczęły się moje studia.

Pierwsze wrażenia

Nie będę ukrywać, że pierwszy tydzień był dla mnie jak obóz przetrwania. Mimo próby utrzymania maksymalnej koncentracji na każdych zajęciach zdarzały się momenty, w których nie rozumiałam, co dzieje się dookoła i przyswajałam informacje dopiero, kiedy zostały powtórzone przez wykładowców po kilka razy. Stresowało mnie patrzenie, jak ktoś inny robi notatki z czegoś, z czego ja uważałam, że notatek robić nie trzeba. Myślałam wtedy: a może faktycznie trzeba? Jako, że są to studia tłumaczeniowe, a ja jestem normalną studentką (nie podlegam pod programy w rodzaju Erasmus), nie ma taryfy ulgowej. Tłumaczę z portugalskiego i na portugalski, chociaż wielu tłumaczy i wykładowców uważa, że tłumaczyć powinno się tylko na swój język ojczysty. Rozumiem ten punkt widzenia, ale nie chcę mu się podporządkowywać – jak zawsze.

W Portugalii na studia nie przyjmuje się wielu osób – na moim roku było 35 miejsc, ostatecznie studia zaczęło 27 osób. Ja jestem jedną z czterech, które są innej narodowości niż portugalska, przy czym pozostałe 3 mieszkają w Portugalii od wielu lat.

Co tu dużo mówić: przede mną ogromne, dwuletnie wyzwanie. Wiem, że przynajmniej przez następne kilka tygodni nie będę mieć wolnego czasu, ponieważ ciągle muszę odrabiać zadania lub uczyć się nowych słówek. Sama się jednak na to zdecydowałam.

Czy studia za granicą są dla Ciebie?

Jeżeli kiedyś już o tym myślałaś, to jak najbardziej. Jeżeli nie myślałaś – dlaczego nie? Wiadomo, że jeśli nie wiąże się przyszłości z innym krajem, pewne kierunki studiów zwyczajnie się nie opłacają, np. prawo czy medycyna. Jest jednak wiele takich, które można studiować w każdym kraju, a później żyć tam, gdzie chcemy.

Jeżeli nie boisz się wyzwań, dobrze mówisz po angielsku (albo w innym języku) – warto spróbować. Nie musisz decydować się na taki tryb studiów jak ja, możesz np. wyjechać w ramach programu Erasmus, podczas którego spędza się rok za granicą i otrzymuje wsparcie finansowe z Unii Europejskiej.

Ja zawsze polecam wyjazdy do innych krajów – otwieramy się na inne kultury, poszerzamy horyzonty, zdobywamy wiedzę i przyjaciół. Mamy wiele różnych możliwości. Dlaczego z nich nie korzystać?

Tagi związane z artykułem
, , , , ,
Napisane przez
Więcej od Karolina Kozłowska

Studia za granicą – czy to dobra opcja dla Ciebie?

Cześć! Kilka tygodni temu przeprowadziłam się z powrotem do Portugalii. Mieszkałam tu już wcześniej...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.