Subiektywnie o Adwencie

Kilkanaście lat minęło od momentu, kiedy zrobiłam pierwszy kalendarz adwentowy. Były to cukierki i karteczki z dobrym słowem, zawinięte w kolorowe serwetki, przyczepione do tekturki z napisem: „Czekamy na Jezusa”. Po paru latach uszyłam specjalne woreczki, które ze zmienną zawartością mocowałam do korkowej tablicy. Syn jest już na studiach, córka w klasie maturalnej, najmłodsza w gimnazjum. Dzieci dorastają, ale kalendarz adwentowy ciągle jest (przynajmniej przez dziewczęcą część rodziny) oczekiwany.

Co jest w nim takiego przyciągającego?

Może to, że znikają z tablicy woreczki, odsłaniają się kolejne obrazki, otwierają okienka (w zależności od formy kalendarza) i widać, że Święta są coraz bliżej. A może jednak treść: historia zbawienia, fragmenty biblijne, opowiadanie adwentowe w odcinkach, czy duchowe zadania. Może element tajemnicy, chwile wyczekiwania.

Wieniec adwentowy na stole, kalendarz na ścianie, wstawanie na roraty, rekolekcje parafialne czy szkolne, ale też zastanawianie się nad prezentami, robienie, czy szukanie tej jednej jedynej rzeczy, która (mamy nadzieję) ucieszy bliską osobę. Wszystko składa się na to, że Adwent jest czasem wyjątkowym. Trudnym, bo mam wiele zadań do wykonania i czasu zwykle brakuje, ale też radosnym. Różne rzeczy mi mówią, że Pan Jezus jest blisko mnie, że przychodzi, zbliża się, daje się poznawać i że nastanie też taki czas, gdy zmieni się cały świat. Ziemia i Niebo będą zjednoczone w jednym, Bożym Królestwie… Czujecie to? Tęsknicie? … Bo ja bardzo. Przewracam kartki kalendarza, czekając na ten moment.

Tagi związane z artykułem
, ,
Napisane przez
Więcej od Katarzyna Budyś

Subiektywnie o Adwencie

Kilkanaście lat minęło od momentu, kiedy zrobiłam pierwszy kalendarz adwentowy. Były to...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *