W zdrowym ciele zdrowe cielę:)

Pamiętacie Kulfona i Monikę?

Patrzę sobie po młodych ludziach (czyli po sobie też, khem) i z każdym rokiem dostrzegam większą polaryzację i rozwarstwienie, jeśli chodzi o kondycję fizyczną. Widziałam to zjawisko w Stanach kilkanaście lat temu, teraz przyszło do nas: nastolatkowie i młodzi dorośli są albo bardzo wysportowani, albo zupełnie nieruchawi i w związku z tym bez kondycji, za to coraz częściej otyli. Maleje grupa takich ot, zwyczajnie sprawnych: raz w tygodniu na basen, a to jakieś rolki, a to rower. Dominuje albo Iron Man i Beskidzka Wyrypa albo kanapa i zadyszka po trzystu metrach truchtu. Przy czym tych z kanapy jest zdecydowanie więcej.

Wielką wagę przykładamy do rozwoju duchowego czy intelektualnego, dumamy nad emocjami, czytamy (jedząc ciastki), ślęczymy nad podręcznikami, dłubiemy w necie. Przez odpoczynek rozumiemy albo sen, albo polegiwanie (plus ciastki). WF nie, basen nie bo głupio wyglądam w stroju, zumba nie bo nie umiem, bieganie nie bo nie ma gdzie, rolki nie bo to dla dzieci. Pomyśl uczciwie, ile razy w ciągu tych wakacji zażyłaś takiej zwyczajnej rekreacji, normalnego ruchu fizycznego, który trochę przyspiesza tętno, utrzymuje fałdy w ryzach i zapobiega zanikowi mięśni. A przede wszystkim – to jest najistotniejsze – poprawia nastrój! W czasie pływania czy jazdy na rowerze układają się myśli, przychodzą pomysły, uspokaja się złość i wyparowuje stres.

Mam pięcioro dzieci. Ruszam się przez godzinę dziennie, codziennie. Jeśli dam radę, to oczywiście więcej. Mam 36 lat i umiem przebiec osiem kilometrów po ostrych górkach (mieszkam w Beskidach). Nie mam w planach żadnych maratonów, nie trenuję dla osiągu, wyniku i żeby się zarąbać, tylko dla przyjemności i odpoczynku. Robimy różne rzeczy razem z dziećmi – żeglujemy, jeździmy na rolkach, skaczemy na wielkich trampolinach w hali, wybieramy się na ściankę wspinaczkową, rodzinnie chodzimy po górach i jeździmy na nartach. Dla przyjemności, radości, budowania wspólnych wspomnień – i zwyczajnie dla zdrowia.

Dlatego bardzo bym chciała, żebyś po przeczytaniu tego tekstu poszła chociaż na szybki spacer, albo zrobiła dziesięciominutówkę z Tiffany. Bo jeżeli ja w swoim grafiku jestem w stanie upchnąć trening, to Ty tym bardziej. Zobaczysz, to dobrze robi na głowę, doskonale na samoocenę i całkiem nieźle na boczki.

Tagi związane z artykułem
, , , , , , , ,
Napisane przez
Więcej od Marcelina Metera

Sens zimy i inne opowieści

Przez długie lata rytualnie narzekałam na zimę: że ciemno, że mokro, że...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *