Wymarzone wakacje. Wolontariat we Włoszech.

Wszystko zaczęło się od marzenia o podróży do Włoch.

W dzieciństwie mama czytała mi do kołyski włoskie opowiadania „Serce” Amicisa i opowiadała, że Włochy są kolebką europejskiej kultury i sztuki. Zapragnęłam zobaczyć najpiękniejszy plac na świecie w Sienie – kręcono w niej „Quantum of Solace” i zacząć uczyć się włoskiego. Nie miałam wiele pieniędzy, więc znalazłam w internecie stronę poświęconą wolontariatowi na świecie Work.away.com, którą wam bardzo polecam: https://www.workaway.info/
Można wyjechać pomóc komuś  na krótszy lub nawet dłuższy czas, można zacząć od wolontariatu, by na miejscu, znaleźć pracę za granicą. Propozycje przyszły do mnie same i przeszły moje oczekiwania. Miałam być najpierw recepcjonistką w cudownej, wpisanej do rejestru zabytków,  toskańskiej willi, opowiadać o jej historii i po prostu tam spać, na wypadek gdyby jakiś turysta dotarł do niej w nocy. W zamian miałam możliwość dwumiesięcznych wakacji w odrębnym mieszkanku z kuchnią w tej właśnie willi. Jedzenie miałam kupować sobie sama – jak się przekonałam, ceny w supermarketach nie były o wiele wyższe niż w Polsce. Niestety zachorowałam i pomysł utknął, ale pojawił się następny. Emerytowana malarka pisała, że podróżuje z Mediolanu do posiadłości w Gubbio, koło Asyżu, razem z kotami:) i potrzebuje kogoś, kto po prostu towarzyszyłby jej na farmie położonej na odludziu i miałby artystyczny, pisarski, muzyczny lub plastyczny projekt, nad którym mógłby w ciszy i spokoju pracować.
Zgłosiliśmy się w dwójkę, chłopak z Gór Skalistych, który pracował nad debiutancką powieścią i ja. Wszyscy w trójkę bardzo przypadliśmy sobie do gustu i nigdy nie zapomnę naszych wspólnych, przepysznych kolacji przy świecach, na wolnym powietrzu, na szczycie góry pod Gubbio, w pachnącym lawendą, rozmarynem i różnymi kwiatami ogrodzie, z widokiem na oświetlone w dole, starożytne miasteczko, wydających głośne dźwięki cykad i ryczących osiołków. Amerykanin, nadzwyczaj miły i oczytany student filozofii, odpowiadał na pytania gospodyni i moje, artystka opowiadała nam o sztuce. Nasza gospodyni miała wspaniałą bibliotekę.
Z mojego okna widziałam po prostu żywy obraz Vincenta Van Gogha „Cyprysy”. Pierwszej nocy wpadł mi przez to okno ogromnych rozmiarów konik polny.

Praca i pasja.

Pracowaliśmy w ogrodzie od 7 do 10 rano, potem jeszcze dwie godziny po południu. Resztę dnia i weekendy mieliśmy wolne. Podcinaliśmy róże, sadziliśmy rośliny, plewiliśmy, zbieraliśmy figi, brzoskwinie i śliwki. Pomagały nam cztery zabawne koty artystki i śmieszny pies Milo. Do dyspozycji wolontariuszy był jeden z czterech zabytkowych domów, w którym mieszkał do niedawna znany amerykański aktor, którego imienia nie mogę niestety wyjawić, bo bardzo dba o zachowanie prywatności, ale możecie sobie wyobrazić, co to był za dom. Była tam też 800- letnia kapliczka, w której prawdopodobnie przebywał… święty Franciszek z Asyżu. W Gubbio, w którym Franciszek poskromił wilka, zakochał się też Herman Hesse. W księżycową noc, w starożytnym rzymskim teatrze w Gubbio byliśmy na koncercie „Tribute to Pink Floyd ” The Dark Side of the Moon”. O tutaj:
Umbria jest mistycznym regionem Włoch, urodzili się tu Franciszek z Asyżu, święta Klara, święty Benedykt, święta Rita z Cascii. Edward Hutton w świetnych książkach o Włoszech pisze, że cicha i błogosławiona Umbria nie wydała, jak ekscytująca i twórcza Toskania, wielkiego intelektu, ale wielkiego ducha. W weekendy zwiedziłam Asyż, Perugię – gdzie widziałam czasową wystawę o kinie Felliniego, Sienę – o której czytałam u Alberta Camus, gdzie co dzień słuchałam młodych jazzmanów na Siena Jazz Festival. Innym razem pojechałam do galerii Uffizi we Florencji i do Rzymu, zwiedzić dom Goethego, Keatsa, Schelleya i Byrona, gdzie kupiłam, bardzo niedrogo, tomy ich poezji z przedmową Boba Geldofa i ulubionego aktora Juliana Sandsa. Od wspaniałych ludzi, których poznałam we Włoszech dowiedziałam się o innych możliwościach wolontariatu, pracy, podróży- np. o zostaniu przyszywaną mamą dla chorych dzieci w chrześcijańskiej wspólnocie Nomadelfia https://www.nomadelfia.it/eng/ lub o dwutygodniowym festiwalu tańca we Francji, na którym wcale nie trzeba umieć tańczyć, z którego ludzie wracają pełni radości: https://www.gennetines.org/en/, nakręcono o tym nawet film:
http://www.youtube.com/watch?v=LPOc6MRWri8
Warto być odważnym.

Tagi związane z artykułem
, , , ,
Napisane przez
Więcej od Grażyna Wojaczek

„Boska kobieta w cudownym planie Stwórcy” Kirsten Clark i Bethany Baird

Kim jestem? Czego pragnę? Odpowiedzi na te pytania czynią dziewczyny najbardziej pociągającymi...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *