Zakochanie bez FOMO. Zdrowy kontakt online

pixabay.com

Ile kontaktu jest dobre dla związku? Chce się powiedzieć: jak najwięcej, i zwykle tak podpowiada serce zakochanego człowieka. Wiemy, że dzielenie czasu i przestrzeni jest konieczne dla utrzymania relacji. I że to naturalne, że pierwsze fazy uczucia przebiegają na pewną odległość, którą staramy się przekroczyć, by być bliżej siebie. Jeśli z różnych względów nie można realnie, wybieramy opcje zdalne: kontakt online jest tuż, w kieszeni albo na wyciągnięcie ręki. 24h.

I chociaż pozornie, zgodnie z logiką uczucia, to genialna sprawa – to jednak, gdy obserwuję, jak to wygląda u moich nastoletnich pacjentów i młodych dorosłych, i jak przekłada się na ich emocje – myślę: nie, nie jest genialnie. Jest źle.

Dawno, dawno temu przebojem była piosenka Skaldów „Medytacje wiejskiego listonosza” ze słowami: „Ludzie zejdźcie z drogi, bo listonosz jedzie… kto kocha, pisze długi list; kto bardzo kocha, pisze bardzo długi list”… Pisało się. Poszperajcie u babci na strychu, u mamy po szufladach – może nawet coś się znajdzie. Też jeszcze załapałam się na listy… Co za klimat…
Potem, trochę później, jeszcze jakieś dwadzieścia, -naście lat temu, były czasy z telefonami na kartę, płatnymi SMSami do 160 znaków i Internetem na kabel i na modem (korzystanie z Internetu blokowało telefon, więc potrzebne były negocjacje rodzinne). I w tym okresie zaczęła wolniutko zmieniać się obowiązująca wcześniej zasada: kulturalni ludzie dzwonią do 21:00. Ewentualnie w rodzinie do 22:00. Późniejszy telefon oznacza, że coś się stało. Ale wiadomości tekstowe wzięły tę zasadę w nawias. A dziś?

Zdaje się, że hołdujemy zasadzie: „chcącemu nie dzieje się krzywda”. W końcu, jeśli ktoś nie chce
odczytywać nocnych wiadomości czy być budzonym powiadomieniem – wyciszy albo wyłączy telefon.
Jednak w praktyce, im młodszy odbiorca lub bardziej zaangażowany emocjonalnie, tym trudniej mu postawić sobie tę granicę. Po prostu chcemy wiedzieć. Chcemy odpowiedzieć, chcemy dać znak, dostać feedback… Zresztą, nie znamy innych standardów postępowania, jeśli całe nasze świadome życie przeżyliśmy w takim czasie. I tak, szybko wykształca się odruch niepokoju – tam ktoś ważny coś komunikuje, a ja mam nie wiedzieć, o co chodzi? Nie odpowiedzieć? Ten niepokój przekształca się w
FOMO (lęk przed byciem pominiętym w komunikacji online).

W gabinecie poznałam różne pomysły na nietracenie kontaktu przez całą dobę: spanie z włączoną rozmową z telefonem na poduszce; konwersacje do 3-4 nad ranem. Uporczywe przypominanie o sobie (np. przez wiadomość na dobranoc), gdy druga strona potrzebuje dystansu… To, co miało być przyjemnym, zbliżającym kontaktem, staje się nałogiem motywowanym niepokojem. Rozbity zegar
biologiczny i niedobór snu mści się rozstrojem psychicznym. A to ostatnia rzecz, jaka potrzebna jest świeżemu związkowi, gdzie emocji i tak jest bardzo dużo. I tych przyjemnych, uskrzydlających – i niestety, gdy dzieje się coś trudnego (a przecież w końcu musi, na tym polegają ludzkie relacje), lęku,
rozczarowania, smutku, złości…

Lekarstwo? Źle dobrane: niekończące się analizy emocji, stanu relacji, tego, kto i co powiedział: 24h. Komunikacja tak łatwa i podręczna, że dokonała się jej hiperinflacja.
Ramy chronią przed tsunami emocji. Tę dobrą ramę, absolutnie bazową, stanowi pora snu, ciszy nocnej.
Dobrze jest ustalić to w parze i trzymać się tego z żelazną konsekwencją. Pomimo, że inni tak nie robią – może również dzięki Wam zdrowe nawyki wrócą? Zdrowy związek potrzebuje przestrzeni – podobnie zdrowy umysł i zrównoważone uczucia.

Tagi związane z artykułem
, , , ,
Napisane przez
Więcej od Katarzyna Wozinska

Zakochanie bez FOMO. Zdrowy kontakt online

Ile kontaktu jest dobre dla związku? Chce się powiedzieć: jak najwięcej, i zwykle...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.