Pierwsze miesiące w małżeństwie
pixabay.com

Pierwsze miesiące w małżeństwie

Początki wspólnego życia nierzadko są swego rodzaju huśtawką emocjonalną. Mnogość nastrojów, które świeżo upieczona żona i mąż mogą przeżywać, jest nie do zliczenia. Trudność polega również na tym, że przeplatają się uczucia radości i odnowionego zakochania z emocjami niepokoju lub gniewu. Moment zawarcia związku małżeńskiego potrafi zmienić relację dwojga osób, zazwyczaj na lepsze, ale w niektórych przypadkach niestety na gorsze. Chwila ślubu jest bowiem tą, która wynosi ich więź na nowy, dotychczas nieznany poziom. Warto mieć świadomość, że utworzenie nowej jednostki społecznej, którą jest rodzina, wiąże się z jeszcze większym zaufaniem do siebie nawzajem, ale i z większymi zobowiązaniami. Wyzwania, które staną na ich drodze, mogą jeszcze bardziej zbliżyć do siebie nowych małżonków.
 
Wydaje się, że pierwsze lata małżeństwa (a tym samym i pierwsze miesiące) są fundamentalne i od nich w dużej mierze zależy, jaki kształt będzie miało wasze małżeństwo w przyszłości. A więc oznacza to, że może się ono stać wspaniałą historią miłości, którą wasze dzieci będą z dumą wspominać i o której będą opowiadać kolejnym pokoleniom. Przecież głęboko w sercu każdego człowieka kryje się potrzeba kochania, obdarowania i otrzymywania miłości, i – choć nawet nieświadomie – ciągle do tego dążymy.
 
Jakie masz skojarzenia na myśl o młodych małżonkach? Wiele osób odpowiedziałoby, że jest to np. podekscytowanie, rozpalenie miłości na nowo, wizja wspólnego życia, obfitującego w błogosławieństwa. I jest to wszystko w porządku. Ale patrząc z drugiej strony? Co jeszcze może uwydatniać się w pierwszych miesiącach małżeńskiego życia? Może być to strach. Strach przed tym, czy np. mamy wszystko, co sprawi, że będziemy szczęśliwie żyć do końca naszych dni. Według J. Gottmana na taki niepokój odpowiedź powinna być jedna: Tak, macie to wszystko, co potrzebne do stworzenia pięknego, chrześcijańskiego małżeństwa. Z badań, opublikowanych w 1995 r. w Nowym Jorku wynika, że to, co można nieraz usłyszeć: że liczy się wasze miejsce wychowania, co dostaliście jako dzieci lub czego wam zabrakło – jest nieprawdą i jest szkodliwe, ponieważ sukces lub porażka w małżeństwie zależy od umiejętności, które osiągniecie ze swoim mężem przed ślubem i od umiejętności, których będziecie uczyć się na bieżąco („Why Marraiges Succeed or Fail”, Simon and Schuster). 
 
Pielęgnowanie dobrych nawyków zaowocuje w przyszłości, jednak okazuje się, że wszystko sprowadza się do tego, czy nowi małżonkowie są w stanie z pełnym zaangażowaniem poświęcić się kilku sprawom, które mają wynieść ich życie małżeńskie na wręcz mistrzowski poziom.
 
Chodzi tutaj o pielęgnowanie:
 
1. wzajemnej miłości – miłość nie przydarza się sama i tak po prostu, należy nieustannie rozpalać jej płomień i tak jak podtrzymywanie ognia wymaga działania, tak samo i w miłości. Ważna zasada: W miłości uczucia wynikają z czynów! A więc codzienna, obopólna troska o podtrzymywanie żaru przyjaźni i namiętności, nawet – a może szczególnie – w chwilach zmęczenia, trosk czy chorób, sprawi, że wasza relacja będzie stawać się miejscem szczęśliwości oraz poczucia bezpieczeństwa w obliczu życiowych zawirowań.
 
2. indywidualnego i wspólnego rozwoju duchowego – pierwsze miesiące małżeństwa to dobry czas na wprowadzanie do codziennego planu dnia wspólnej modlitwy i szczególnego dbania o sprawy ducha. Dlaczego to tak ważne? Dlatego, że są sytuacje, w których po ludzku brak jest np. cierpliwości do słabości partnera, gdy zasoby czysto człowieczej miłości się wyczerpują, a wtedy możemy odwołać się do Instancji Wyższej, która szczególnie w momentach wypalenia może obdarzyć małżonków nowym ognistym żarem. Przez wspólną modlitwę dajecie przestrzeń Bogu do działania w waszym życiu i odnowy tego, co osłabione.
 
3. wierności – badania przeprowadzone przez Relationship Institute przy Uniwersytecie Kalifornijskim wykazały, że niemal wszyscy małżonkowie są oddani sobie nawzajem. Jednak to pary, które zobowiązują się do dochowania wierności związkowi, czyli przyrzekają, że będą dbać o małżeństwo nawet wtedy, kiedy przyjdą ciężkie chwile, a partner/ka wcale nie będzie ich zachwycać, mają o wiele większe szanse stworzyć trwałe, szczęśliwe małżeństwo (G. Popcak, 2019)
 
4. samodoskonalenia się, zamiast szukania winnych – wraz z powstaniem nowego małżeństwa powstają i nowe wyzwania. Może się okazać, że pojawią się sytuacje, gdy nie będziecie wiedzieć, co zrobić, nie będziecie umieli czegoś dokonać – potrzebujecie więc nowych umiejętności, nie oznacza to jednak, że wasze małżeństwo jest jakieś wadliwe. Badania naukowe (N. Silver, J. Gottman „Seven principles for making marriage work”, New York 2000) wykazują, że małżonkowie, którzy przyjmują postawę „nieobwiniania małżeństwa” i są zdecydowani zdobywać nowe umiejętności, gdy napotykają trudności, są o wiele bardziej zadowoleni ze swoich związków, a ich relacja jest o wiele bardziej trwała. Ja również, od niedawna będąc żoną, staram się wprowadzać te wszystkie rzeczy w czyn, bo wiem że dla szczęśliwej i długiej miłości trzeba dać wiele od siebie. Tak więc – zarówno sobie, jak i wam – życzę wielkiego uporu w tym, co dobre i co do dobra ma prowadzić!
 
 
 banner
 

Powiązane artykuły

Niedojrzali chłopcy

Niedojrzali chłopcy

Co z tym ślubem?

Co z tym ślubem?

Każde życie jest cudem

Każde życie jest cudem