Każde życie jest cudem

Jestem Magda i mam osiemnaście lat. Chciałabym opowiedzieć Wam historię, która wydarzyła się naprawdę. Mimo że nie jest to opowieść romantyczna, to myślę, że Was zaciekawi, a także przejmie. Ale opowiem od początku…

Wszystko wyglądało pomyślnie

Wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy to moja mama była w czwartej ciąży. Wszystko przebiegało pomyślnie, mama dobrze się czuła. Mateusz, bo takie imię dostał, co prawda dużo nie ważył, ale wszystko było w porządku. Nadszedł termin porodu, a tu żadnych zwiastunów, które świadczyłyby o zbliżającym się rozwiązaniu. Dla mamy jednak nie było to nowością, gdyż poprzednią trójkę urodziła po terminie, więc nie przejmowała się za bardzo.

Panika

Dziewiątego dnia po terminie – to wiem z opowieści, gdyż rodzice powiedzieli nam wszystko po fakcie – mama nie czuła ruchów dziecka. Mocno zaniepokojona pojechała wraz z tatą do szpitala. Był późny wieczór. Pielęgniarka, która przyjmowała rodziców, powiedziała, że to normalne, gdyż w nocy dzieci śpią i nie ruszają się. Mama była jednak nieugięta i poprosiła o badania. Gdy leżała na USG, okazało się, że wód płodowych prawie nie ma. Wtedy wybuchła panika. Lekarz od razu podjął decyzję o wykonaniu cesarskiego cięcia. Jednak w tym czasie była robiona inna cesarka, więc rodzice  musieli poczekać.

Zaufała Bogu

Mama nikogo nie poganiała. Gdy leżała już na stole operacyjnym, modliła się tylko. Wiedziała, że jest źle i nadzieję pokładała jedynie w Bogu. Zaufała Mu! Wiedziała, że tylko Bóg może uratować Mateusza. W trakcie operacji prysnęła mamie na nogę mętna, zielona woda. Lekarze tylko spojrzeli po sobie, nic nie mówiąc, ale mama to zobaczyła. Już wiedziała, że jest naprawdę źle. Czekała tylko na płacz dziecka. W końcu usłyszała.

I stał się cud!

Mateusz żył! Początkowo dostał tylko trzy punkty, jednak z każdą minutą było lepiej i doszło do dziesięciu punktów. Potem, gdy tata rozmawiał z lekarzem, okazało się, że Mateusz przez chwilę był w zamartwicy, więc wszystko mogło się wydarzyć. Wiadomo,  jak to po ciężkim porodzie, Mateusz musiał przejść serię badań, aby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Z każdymi następnymi badaniami utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że wszystko jest dobrze. Mój braciszek został także zapisany do specjalnej poradni, aby co jakiś czas można było kontrolować jego rozwój. Kiedy mama chodziła na te wizyty, lekarze, którzy przyjmowali Mateusza, nie mogli wyjść ze zdziwienia, że po tak trudnym porodzie nie zostało ani śladu. Mateusz rozwijał się jak każde zdrowe dziecko.

Niezwykła jest siła wiary

Obecnie ma pięć lat, jest mądrym dzieckiem, lubiącym zadawać ciekawe pytania. Zawsze jest chętny do zabawy, ale także i do pomocy. A mógł być, jak to lekarz określił „roślinką”…

To było niezwykle przeżycie dla naszej rodziny, pełne bólu, ale również utwierdzania się w wierze. Jest to dla nas prawdziwy cud, którego doświadczyliśmy. Chwała Bogu! Myślę, że moja historia mogła Was zaciekawić. Na pewno będzie inna niż pozostałe, choć może to i dobrze, bo przesłanie ma ważne. Na koniec chciałabym dodać, abyście pamiętali i wiedzieli, jaka jest siła modlitwy i wiary. Pamiętajcie: Bóg czynił cuda dawniej, ale czyni również teraz i my jesteśmy tego świadkami!

Tagi związane z artykułem
, , , , , ,
Napisane przez
Więcej od Magda Kopaczewska

Każde życie jest cudem

Jestem Magda i mam osiemnaście lat. Chciałabym opowiedzieć Wam historię, która wydarzyła...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *