Minimalizm i prostota

Kiedyś nie miałam nic wspólnego z minimalizmem. Uczyłam się, w jaki sposób wyrazić siebie, a co za tym szło – kupowałam i gromadziłam wiele rzeczy. Lubiłam nowe rzeczy, nie przywiązywałam szczególnej uwagi do ich jakości, a już z czego coś jest zrobione? Proszę Cię! Kto by sobie tym głowę zawracał!

Okazuje się, że po roku to właśnie ja zawracałam sobie tym głowę. Ale po kolei. Któregoś dnia poczułam, że mnie te rzeczy (rzeczy w sensie dosłownym) przytłaczają. Zapragnęłam mieć tylko te kosmetyki, których używam i które mnie nie zawodzą. Nosić ubrania, które dobrze się układają i czuję się w nich dobrze. Mieć w domu książki, które są naprawdę bliskie mojemu sercu. Nie upychać w pokoju miliona mebli, tylko mieć dokładnie tyle, ile mi potrzeba. I tak dalej. I tak podjęłam decyzję o tym, że zaczynam minimalizować swoje życie.

Oczywiście jest wiele świetnych książek, podcast’ów, kanałów na YouTube i innych łatwo dostępnych źródeł o minimalizmie. I bardzo polecam Ci ich szukać  i się nimi inspirować. Ja nie będę się o nich rozpisywać, za to podzielę się z Tobą moim doświadczeniem i zmianą, jaką przeszłam w przeciągu półtora roku.

Minimalizm i prostota są bardzo bliskie założeniom kościoła katolickiego. W Piśmie Świętym wielokrotnie autor natchniony pisał o tym, by nie gromadzić i nie posiadać wiele. Mój ulubiony fragment jest z Ewangelii wg św. Mateusza:

Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się, i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się, i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (Mt 6, 19-21).

Na marginesie, bardzo współczesny fragment. Ewangelista wyraźnie pokazuje nam zależność, że gdy zajmujemy myśli rzeczami materialnymi – trudniej nam kierować myśl ku Bogu. Można więc powiedzieć, że prostota i minimalizm są mocno związane z nauczaniem Jezusa. Ale, czy to oznacza, że powinnam się wszystkiego wyzbyć? Że powinnam nic nie posiadać?
Nie popadajmy w skrajność. W końcu nie jesteś pustelnikiem! Mało i dużo to jest bardzo osobista sprawa. Wszystko powinno się rozważyć w sercu samemu i dostosować do własnych potrzeb.

            Dobrze, ale jak się za to zabrać?
Przedstawię Ci kilka zasad, jak zacząć oswajać się z minimalizmem.

Najważniejszy jest powód, dla którego chcesz zacząć ograniczać rzeczy.

Może czujesz się przytłoczona ilością rzeczy? Może rzeczy materialne zajmują za dużo miejsca w Twojej głowie i nie masz w niej przestrzeni na refleksje, na modlitwę, kontemplację? Może masz dość tego, że zawsze masz dużo prania? Albo masz całą szafę ubrań, a jakimś cudem zawsze „nie masz co na siebie włożyć”? A może powód jest związany ze stroną ekologiczną, etyczną? (jest wiele dokumentów pokazujących realia branży ubraniowej i fast fashion. Zatrważające, dają dużo do myślenia) Powodów jest wiele i każdy jest słuszny, jeśli bierze się ze szczerych przekonań.

Zastanów się co dla Ciebie znaczy dużo, a co mało.

Ile to jest wystarczająco. Nie porównuj się do nikogo. Jeśli ktoś ma w pokoju tylko łóżko i szafę i jemu to służy to wspaniale, ale jeśli Ty potrzebujesz np. ramek ze zdjęciami na ścianach, bo sprawiają Ci przyjemność, lubisz na nie patrzeć, czujesz się dobrze, gdy wiszą – nie pozbywaj się ich, bo minimalizm, prostota i ograniczanie się. Wszystko dostosuj do swoich potrzeb. Dla jednego 5 ubrań jest wystarczajączych, a dla innego nie. To nie znaczy, że jest gorszy od tamtego, tylko ma inne potrzeby. Pamiętaj, mierz swoją miarą.

Małymi kroczkami.

W idealnym świecie weszłybyśmy do pokoju, dały wszystko na sam środek i zrobiły idealną selekcję, po godzinie wszystko byłoby gotowe i po pstryknięciu palcami, bum! Jesteś minimalistką. W rzeczywistości działa to trochę inaczej. Prawdopodobnie po takiej ostrej, jednorazowej selekcji tylko przez chwilę będziesz czuć się zwycięzcą, ale potem przyjdzie kryzys. Są różne sposoby, np. pozbywanie się jednej rzeczy dziennie. Najważniejsze jest robić małymi krokami i dać sobie czas. Zmieniasz sposób życia! Powinnaś czuć się dobrze i komfortowo redukujac liczbę przedmiotów.

Zadaj pytania.

Każdej rzeczy, jaką masz powinnaś zadać pytania, takie jak:
Czy potrzebuję tej rzeczy?
Czy używam tej rzeczy?
Jeśli nie używam – czy jest to jakaś pamiątka, są z nią związane jakieś szczególne uczucia i emocje?
Czy ta rzecz sprawia, że  czuję się dobrze?

Ja zadawałam sobie pytanie – czy gdybym miała się wyprowadzać teraz, to czy chciałabym brać ze sobą tę rzecz w nowe miejsce?

 

Zapraszam Cię do wspólnej przygody z minimalizmem. Przejdźmy tę drogę razem! Następnym razem porozmawiamy o minimalizacji szafy i ograniczaniu ubrań.

Ach, i pamiętaj, minimalizmu i prostoty uczymy się cały czas. Pewnie całe życie. Ale uważam, że warto iść tą drogą. Bo gdzie mniej rzeczy materialnych, tam więcej miejsca na relację z Bogiem, relację z innymi, relację z samą sobą. Po prostu spróbuj, i zobacz czy to jest dla Ciebie, jak się w tym czujesz. Nic nie stracisz – a za to możesz zyskać bardzo wiele!

Tagi związane z artykułem
, , ,
Napisane przez
Więcej od Alicja Kędzior

Jak się nosić? Świadomie! Czyli o ograniczaniu liczby ubrań:)

Ograniczanie liczby posiadanych ubrań nie brzmi jak szczególne wyzwanie – ale kto...
Czytaj więcej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *